W szpitalu w razie czego zastali Niall, Liam i Zayn. Obiecali, że gdy Jess się obudzi to zadzwonią. Ja byłem już w drodze do domu. Bardzo jestem ciekaw co robi teraz Louis i czy Eleanor wiedziała o przekręcie jego i Niall'a. Gdy wrócę do domu buźka mojego przyjaciela już raczej nie będzie aż tak śliczna. Wjeżdżając na podjazd przy domu zobaczyłem, że Lou i Eleanor się gdzieś wybierają. O nie! Muszę go jeszcze teraz dopaść. Zgasiłem silnik i wyskoczyłem z wozu. Podbiegłem do faceta i jeszcze raz uderzyłem go z pięści.
- Za co to do cholery jasnej?! - spytał wkurzony Louis.
- A co? Nie widziałeś karetki przed naszym domem? Nie byłeś może przypadkiem w łazience Jessie? Nie widziałeś w jakim była stanie po usłyszeniu waszej rozmowy? - spytałem retorycznie.
- A ty co? Wziąłeś sobie za punkt honoru odstawienie rycerza w złotej zbroi? Nie moja wina, że była na tyle głupia żeby zrobić coś takiego.
- A więc to ona była głupia? Jesteś jednak pewny, że nie ty i jej brat, gdy wymyślaliście ten pieprzony podstęp?
- Louis, o co tutaj chodzi? - włączyła się lekko wystraszona El.
- O nic. - odpowiedział krótko swojej dziewczynie.
- Oj, ja ci powiem o co chodzi Eleanor. Więc twój cudowny chłopak przez cały czas w Irlandii rozkochiwał w sobie siostrę Niall'a. Ale to był oczywiście podstęp tej dwójki. Louis zranił tej dziewczynie serce tak mocno, że wylądowała w szpitalu! - wyjaśniłem.
- Jak mogłeś mi to zrobić Harry?! - powiedział Louis, podszedł do mnie i przywalił mi z pięści w twarz.
Nie pozostawałem mu dłużny. oddawałem za każdym razem. Zaczęliśmy się szarpać, okładać pięściami. El bez przerwy krzyczała żebyśmy przestali. W końcu się chyba na serio wkurzyła i musiała zadzwonić na policję.Teraz ja ze strużką krwi cieknącej z nosa i Louis z podbitym okiem zostaliśmy "wpakowani" do radiowozu. Zawieziono nas na komendę policji i zebrano zeznania. Dostaliśmy oboje po dobie aresztu, a to i tak najmniej surowa kara jaką mogli nam wymierzyć. Zostaliśmy umieszczeni w dwóch osobnych celach, ale obok siebie. Mogliśmy spokojnie posyłać w swoją stronę różne docinki, ale jakoś się powstrzymywaliśmy. Około 19:00 przyszedł jeden z policjantów.
- Jesteście wolni. Ktoś wpłacił za was kaucję. - powiedział potężny mężczyzna z wąsami.
Zostaliśmy wyprowadzeni, a czekał na nas nie kto inny jak Niall.
- Dzięki. - burknąłem i wyszedłem za drzwi. Do szpitala było stąd nie daleko. Nie czekając na chłopaków poszedłem prosto do Jess. Chciałem sprawdzić jak się czuje. Szedłem nie więcej niż piętnaście minut. Wchodząc do wielkiego budynku minąłem się z Zaynem.
- Idziesz do Jessici?
- Tak, ja ona się czuje? - spytałem przyjaciela.
- Wybudziła się z pół godziny temu. Właśnie miałem jechać do domu, żeby ci powiedzieć. - odpowiedział mulat. - Tak właściwie to skoro tu jesteś to poproś jeszcze żeby ci nastawili nos. Chyba Lou ci go złamał.- powiedział Zayn i wyszedł.
Zrobiłem tak jak poradził. Najpierw poszedłem do lekarza. To chyba prawda, że głupi ma szczęście, bo obejrzeć mój nos przyszedł doktor, który zajmuje się Jessicą. Trzeba było mi opatrzyć i nastawić nos. Rzeczywiście był złamany. Ale nie było to aż tak złośliwe złamanie i dało się nastawić mój nos w zupełną chwilkę. Po tym całym przedstawieniu spytałem o Jess.
- Cóż. Dziewczyna czuję się już lepiej i niedawno się obudziła. Może pan do niej wejść, ale tylko na chwilkę. Nie może się denerwować i przemęczać. - odpowiedział mi miły lekarz.
- Dziękuję.
Od razu udałem się do sali w której leżała dziewczyna. 312, 314.. jest! Sala numer 316. Drzwi były lekko uchylone. Zajrzałem przez nie do środka. Jessica miała głowę odwróconą w stronę okna i wyglądała na smutną. Stałem tak jeszcze przez krótką chwilę i zastanawiałem się czy na pewno wejść.
- Po prostu podejdź, nakrzycz na mnie i będę miała to z głowy. - powiedziała Jess, ale jej głowa wciąż skierowana była w stronę okna.
- Jak ty...
- Odbijasz się w szybie, Harry. - powiedziała i dałbym uciąć sobie rękę, że się lekko uśmiechnęła.
- To wszystko wyjaśnia. - odpowiedziałem jej. - Nie mam zamiaru na ciebie krzyczeć. Chcę ci ci tylko coś powiedzieć, dobrze? - w odpowiedzi pokiwała głową.
Usiadłem na krześle, które stało obok jej łóżka i złapałem ją za rękę. Nie zabrała jej.
- Na początek powiedz mi dlaczego to zrobiłaś? - zacząłem.
- Bo myślę, że to musi być dowód na to, że takiej dziewczyny jak ja nie można pokochać. Najpierw Dean, teraz Louis. Żaden z nich nie kochał mnie szczerze. Za każdym razem był to jakiś przekręt. Miałam tego dość. Nie chciałam żeby ktokolwiek, kiedykolwiek mnie jeszcze ranił. To na serio bardzo boli. - odpowiedziała i po jej policzku spłynęła łza.Od razu ją otarłem. Nie chciałem znowu patrzeć na jej łzy.
- To wcale nie jest tak, że nikt cię nie kocha. - powiedziałem jej. - Jesteś piękna, zabawna i niesamowita. Jest pewnie masa facetów, którzy chcieliby teraz być z tobą. Nie załamuj się z powodu Louis'a. Jest głupi. Ulega każdemu wpływowi. Nie mówię, że masz ich nienawidzić. Niall cię kocha. Jesteś jego siostrą. Na pewno mu na tobie zależy.
- Dzięki Harry, ja...
- Proszę wyjść. Koniec odwiedzin. Można przyjść jutro. - powiedziała niska pielęgniarka.
Posłusznie wstałem, ale przed wyjściem pocałowałem Jess jeszcze w czoło.
- Do zobaczenia. - powiedziałem.
Wychodząc natknąłem się na pięć moich fanek. Każda chciała mój autograf i zdjęcie ze mną. Pierwszy raz w życiu nie miałem na to ochoty. Mimo mojego braku chęci zrobiłem to o co mnie prosiły. Musiałem niestety pojechać autobusem. Przecież przyszedłem tu na piechotę prosto z komisariatu...W autobusie sytuacja się powtarza. Rozdałem parę autografów, zrobiłem se z fankami kilka zdjęć i usiadłem znów na swoim miejscu. Jeden przystanek, drugi... na trzecim dosiadła się do mnie jakaś dziewczyna. Na oko siedemnaście lat, brunetka, miała duże brązowe oczy i słuchawki w uszach. Wydawało się, ze nie zwróciła najmniejszej uwagi na to obok kogo siada. Przy czwartym przystanku zdjęła słuchawki i myślałem, że od razu się zacznie.
- Cześć - powiedziała nieznajoma. - Ty jesteś Harry? - spytała.
- Tak , chcesz autograf czy coś? - spytałem od niechcenia.
- Już sobie tak nie pochlebiaj. Nie jestem fanką waszego zespołu, ale rozpoznaję takie osoby. - powiedziała i się uśmiechnęła. - Jestem Ronnie.
- Aha, czyli Veronica? Ładnie. Gdzie mieszkasz? - zapytałem.
- Jeszcze dwa przystanki i będę pod domem. - odpowiedziała.
- Wiesz, że ja też? Może do nas wpadniesz? - - zaproponowałem.
- Bardzo chętnie.
-------------------------------------------------------------------------------
Hej ;) Jest wreszcie nowy rozdział. Jak zauważyliście, pojawiła się nowa postać. Powiem wam tylko tyle, że będzie miała ona wpływ na wydarzenia, które nastąpią w następnych rozdziałach. Dziękuję wam za to, że jesteście i, że chcecie czytać to co piszę ;*
piątek, 15 lutego 2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
Info
Hej;) Przepraszam, że nie opublikowałam jeszcze rozdziału. Niestety po chorobie mam dużo do nadganiania w szkole i ciągle nie mam czasu na dokończenie rozdziału. Jednak postaram się napisać go do końca tego tygodnia. Poza tym dziękuję wam za miłe komentarze. Motywujecie mnie do dalszego pisania. Bardzo was proszę, jeśli coś wam się nie podoba, napiszcie o tym na mój e-mail lub twitter. Jeśli chcecie, możecie pisać na :
snooki1999@interia.pl
lub twitter:
@SweetheartRoxii
Jeśli chcecie to pytajcie mnie na Asku:
http://ask.fm/RoxiSweetheart
Dziękuję ;***
snooki1999@interia.pl
lub twitter:
@SweetheartRoxii
Jeśli chcecie to pytajcie mnie na Asku:
http://ask.fm/RoxiSweetheart
Dziękuję ;***
niedziela, 3 lutego 2013
Jedenaście
"Harry"
Leżałem na łóżku w swoim pokoju i odbijałem piłkę o sufit. Nie miałem kompletnie co robić. Z pokoju obok słyszałem dość głośną wymianę zdań. Był tam chyba Lou i Niall.O coś się kłócili, ale o co? Wytężyłem trochę swój słuch i już wiedziałem o co chodzi. Byłem wstrząśnięty. Lou nie jest zakochany w Jess? To trochę dziwne, myślałem, że specjalnie dla niej zerwał z Eleanor. Chyba kłamał. Z tej rozmowy można wywnioskować, że była to tylko "przysługa" oddana Niallowi. Wstałam z wygodnego łóżka, otworzyłem drzwi i wyjrzałem na hol. Dostrzegłem zapłakaną i załamaną Jess, która właśnie podnosiła się spod drzwi pokoju jednego z moich przyjaciół i już zmierzała do swojej sypialni. Nie wiedziałem co zamierza zrobić. Pomyślałem sobie tylko, że muszę jej pomóc. Pocieszyć ją, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ruszyłem za nią. Zatrzymałem się przed jej pokojem i usłyszałem dość głośnie szlochanie przeplatane z muzyką. Zacząłem pukać do drzwi. Nie odpowiadała mi. Nie pozwoliła mi wejść, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Otworzyłem powoli drzwi i zajrzałem do środka. Wszędzie porozrzucane były kosmetyki i inne rzeczy, które wcześniej znajdowały się pewnie w kosmetyczce dziewczyny. W sypialni jej nie było. Zauważyłem, że drzwi od łazienki są delikatnie uchylone. To tam musiała być, ale co ona głupiego znów zrobiła w rozpaczy? Teraz już nie słyszałem żadnego dźwięku. Żadnego poza coraz cichszym graniem muzyki. Utwór się kończył, a ja jak najszybciej pobiegłem do miejsca w którym musiała się znajdować Jessica. To co zobaczyłem mogło nieźle wystraszyć. Osiemnastolatka leżała na ziemi w małej kałuży krwi. Swojej własnej krwi, która ciekła z jej nadgarstków. Gdy traciła przytomność z jej ręki musiała wypaść żyletka. To nią sobie to wszystko zrobiła. Moja reakcja była szybka. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wystukałem numer na pogotowie. Po tym wybiegłem z pokoju i pobiegłem do Louisa i Nialla. Jeden znich siedział już w swoim pokoju, gdzie przytulał się z Eleanor. Wszedłem tak jak gdyby nigdy nic i przywaliłem mu z pięści w twarz.
- Dziękuję, cześć Eleanor. - powiedziałem i wyszedłem.
Teraz zmierzałem do pokoju drugiego z chłopaków. Powtórzyłem czynność, ale Niall jakoś na to zareagował.
- Za co to? - spytał zdezorientowany, zatrzymując krwotok z nosa.
- Chcesz zobaczyć? - spytałem. - No to proszę za mną.- powiedziałem wściekły i wyszedłem z pokoju.
Zmierzałem już do sypialni Jess. Nie oglądałem się nawet za siebie, bo słyszałem ciężkie kroki Niall'a. Otworzyłem drzwi od łazienki i moim oczom znów ukazał się ten makabryczny widok. Piękna dziewczyna z rozmazanym przez słone łzy makijażem, w kałuży swojej własnej krwi z pociętymi nadgarstkami. Spojrzałem na Niall'a. Osunął się na podłogę obok swojej siostry i zaczął płakać. Mruczał pod nosem "Nie, nie. Dlaczego ona to zrobiła?" . Chciałem mu odpowiedzieć, ale usłyszałem nadjeżdżającą karetkę. Szybko się uwinęli. Zbiegłem po schodach na dół i wpuściłem czterech mężczyzn do środka. Poprowadziłem ich z powrotem do miejsca w którym Jessica chciała odebrać sobie życie.Wzięli ją na nosze i zanieśli do karetki. Ja i Niall szliśmy za nimi, a zszokowany Louis nadal stał w drzwiach.
- Panowie to rodzina? - spytał jeden z funkcjonariuszy, a my obaj pokiwaliśmy głową. Wiem, że nie jestem jej rodziną, ale ona jest dla mnie BARDZO ważna. Wsiedliśmy do wozu i odjechaliśmy. Z Jessicą musiało być bardzo źle. Karetka jechała na sygnale. Byłem całkiem wyłączony. Wszystkie emocje, które zawitały w domu musiały tam zostać. Gniew zelżał. Niall najwidoczniej nie wiedział co może zrobić jego siostra. Nie wiedział, że może chcieć się zabić. Najbardziej zdziwiło mnie jednak zachowanie Lou. Nigdy nie myślałem o tym, że mój najlepszy przyjaciel może zrobić coś takiego. Przyczynić się do zranienia tak cudownej dziewczyny jaką była Jess. Gdy już dojechaliśmy do szpitala dziewczynę zabrali do jednej z białych sal. Nam kazali czekać na korytarzu. Po pół godziny z sali wyszedł niski mężczyzna z resztką siwych włosów i krzaczastymi wąsiskami.
- A więc... Dziewczyna straciła dużo krwi i połknęła sporą ilość jakiś tabletek. Robimy jej teraz płukanie żołądka. Niedługo powinna się też przebudzić. Za dwa lub trzy dni jeśli wszystko będzie dobrze możemy ją wypisać do domu. I jeśli jeszcze raz nastąpi podobna sytuacja zalecałbym leczenie.
- Dziękujemy. - powiedział blondyn i znów opadł na krzesło obok mnie.
- Jesteś zadowolony? Zraniłeś swoją siostrę tak mocno, że nie wiem czy teraz będzie zdolna ci wybaczyć. Jak wy w ogóle mogliście zrobić coś takiego? - spytałem.
- Nie wiedziałem, że to się tak skończy, myślałem, że Jess jest bardziej wytrwała, że jeszcze nie zakochała się w Lou i, że to nie będzie dla niej tak bolesne. Nie chciałem tego. - powiedział i posmutniał jeszcze bardziej. Teraz po jego twarzy znów spływały słone łzy.
Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Przez ten czas zdążyli przyjechać Liam z Zaynem. Wyjaśniłem im co się dzieje. Od razu im ulżyło, gdy dowiedzieli się, że Jess niedługo wyjdzie ze szpitala. Ja za to byłem jeszcze bardziej wkurzony na Louisa. Gdy wrócę do domu facet będzie żałował, że w ogóle przyszedł na ten świat.
--------------------------------------------------------------------------------
Hej;) Sorki, że taki krótki, następny na pewno będzie dłuższy. Dzisiaj nie miałam na nic siły. Jestem chora i nic mi się nie chce:( Kto z was ma jeszcze ferie, a kto chodzi do szkoły? Za tydzień powiniem pojawić się następny rozdział. Dziekuje tez za wszystkie miłe komentarze, dzięki wam mam motywację do pisania.
Leżałem na łóżku w swoim pokoju i odbijałem piłkę o sufit. Nie miałem kompletnie co robić. Z pokoju obok słyszałem dość głośną wymianę zdań. Był tam chyba Lou i Niall.O coś się kłócili, ale o co? Wytężyłem trochę swój słuch i już wiedziałem o co chodzi. Byłem wstrząśnięty. Lou nie jest zakochany w Jess? To trochę dziwne, myślałem, że specjalnie dla niej zerwał z Eleanor. Chyba kłamał. Z tej rozmowy można wywnioskować, że była to tylko "przysługa" oddana Niallowi. Wstałam z wygodnego łóżka, otworzyłem drzwi i wyjrzałem na hol. Dostrzegłem zapłakaną i załamaną Jess, która właśnie podnosiła się spod drzwi pokoju jednego z moich przyjaciół i już zmierzała do swojej sypialni. Nie wiedziałem co zamierza zrobić. Pomyślałem sobie tylko, że muszę jej pomóc. Pocieszyć ją, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ruszyłem za nią. Zatrzymałem się przed jej pokojem i usłyszałem dość głośnie szlochanie przeplatane z muzyką. Zacząłem pukać do drzwi. Nie odpowiadała mi. Nie pozwoliła mi wejść, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Otworzyłem powoli drzwi i zajrzałem do środka. Wszędzie porozrzucane były kosmetyki i inne rzeczy, które wcześniej znajdowały się pewnie w kosmetyczce dziewczyny. W sypialni jej nie było. Zauważyłem, że drzwi od łazienki są delikatnie uchylone. To tam musiała być, ale co ona głupiego znów zrobiła w rozpaczy? Teraz już nie słyszałem żadnego dźwięku. Żadnego poza coraz cichszym graniem muzyki. Utwór się kończył, a ja jak najszybciej pobiegłem do miejsca w którym musiała się znajdować Jessica. To co zobaczyłem mogło nieźle wystraszyć. Osiemnastolatka leżała na ziemi w małej kałuży krwi. Swojej własnej krwi, która ciekła z jej nadgarstków. Gdy traciła przytomność z jej ręki musiała wypaść żyletka. To nią sobie to wszystko zrobiła. Moja reakcja była szybka. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wystukałem numer na pogotowie. Po tym wybiegłem z pokoju i pobiegłem do Louisa i Nialla. Jeden znich siedział już w swoim pokoju, gdzie przytulał się z Eleanor. Wszedłem tak jak gdyby nigdy nic i przywaliłem mu z pięści w twarz.
- Dziękuję, cześć Eleanor. - powiedziałem i wyszedłem.
Teraz zmierzałem do pokoju drugiego z chłopaków. Powtórzyłem czynność, ale Niall jakoś na to zareagował.
- Za co to? - spytał zdezorientowany, zatrzymując krwotok z nosa.
- Chcesz zobaczyć? - spytałem. - No to proszę za mną.- powiedziałem wściekły i wyszedłem z pokoju.
Zmierzałem już do sypialni Jess. Nie oglądałem się nawet za siebie, bo słyszałem ciężkie kroki Niall'a. Otworzyłem drzwi od łazienki i moim oczom znów ukazał się ten makabryczny widok. Piękna dziewczyna z rozmazanym przez słone łzy makijażem, w kałuży swojej własnej krwi z pociętymi nadgarstkami. Spojrzałem na Niall'a. Osunął się na podłogę obok swojej siostry i zaczął płakać. Mruczał pod nosem "Nie, nie. Dlaczego ona to zrobiła?" . Chciałem mu odpowiedzieć, ale usłyszałem nadjeżdżającą karetkę. Szybko się uwinęli. Zbiegłem po schodach na dół i wpuściłem czterech mężczyzn do środka. Poprowadziłem ich z powrotem do miejsca w którym Jessica chciała odebrać sobie życie.Wzięli ją na nosze i zanieśli do karetki. Ja i Niall szliśmy za nimi, a zszokowany Louis nadal stał w drzwiach.
- Panowie to rodzina? - spytał jeden z funkcjonariuszy, a my obaj pokiwaliśmy głową. Wiem, że nie jestem jej rodziną, ale ona jest dla mnie BARDZO ważna. Wsiedliśmy do wozu i odjechaliśmy. Z Jessicą musiało być bardzo źle. Karetka jechała na sygnale. Byłem całkiem wyłączony. Wszystkie emocje, które zawitały w domu musiały tam zostać. Gniew zelżał. Niall najwidoczniej nie wiedział co może zrobić jego siostra. Nie wiedział, że może chcieć się zabić. Najbardziej zdziwiło mnie jednak zachowanie Lou. Nigdy nie myślałem o tym, że mój najlepszy przyjaciel może zrobić coś takiego. Przyczynić się do zranienia tak cudownej dziewczyny jaką była Jess. Gdy już dojechaliśmy do szpitala dziewczynę zabrali do jednej z białych sal. Nam kazali czekać na korytarzu. Po pół godziny z sali wyszedł niski mężczyzna z resztką siwych włosów i krzaczastymi wąsiskami.
- A więc... Dziewczyna straciła dużo krwi i połknęła sporą ilość jakiś tabletek. Robimy jej teraz płukanie żołądka. Niedługo powinna się też przebudzić. Za dwa lub trzy dni jeśli wszystko będzie dobrze możemy ją wypisać do domu. I jeśli jeszcze raz nastąpi podobna sytuacja zalecałbym leczenie.
- Dziękujemy. - powiedział blondyn i znów opadł na krzesło obok mnie.
- Jesteś zadowolony? Zraniłeś swoją siostrę tak mocno, że nie wiem czy teraz będzie zdolna ci wybaczyć. Jak wy w ogóle mogliście zrobić coś takiego? - spytałem.
- Nie wiedziałem, że to się tak skończy, myślałem, że Jess jest bardziej wytrwała, że jeszcze nie zakochała się w Lou i, że to nie będzie dla niej tak bolesne. Nie chciałem tego. - powiedział i posmutniał jeszcze bardziej. Teraz po jego twarzy znów spływały słone łzy.
Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Przez ten czas zdążyli przyjechać Liam z Zaynem. Wyjaśniłem im co się dzieje. Od razu im ulżyło, gdy dowiedzieli się, że Jess niedługo wyjdzie ze szpitala. Ja za to byłem jeszcze bardziej wkurzony na Louisa. Gdy wrócę do domu facet będzie żałował, że w ogóle przyszedł na ten świat.
--------------------------------------------------------------------------------
Hej;) Sorki, że taki krótki, następny na pewno będzie dłuższy. Dzisiaj nie miałam na nic siły. Jestem chora i nic mi się nie chce:( Kto z was ma jeszcze ferie, a kto chodzi do szkoły? Za tydzień powiniem pojawić się następny rozdział. Dziekuje tez za wszystkie miłe komentarze, dzięki wam mam motywację do pisania.
czwartek, 31 stycznia 2013
Liebster Awards
Hej ;) Znowu zostałam nominowana do Liebster Awards. Bardzo się z tego powodu cieszę. Tym razem nominowała mnie:
http://what-do-you-call-tomorrow-without-you.blogspot.com/
Dzięki, masz duży talent :)
Teraz odpowiem na zadane pytania:
1. Jak się nazywasz?
Więc mam na imię Roksana, a nazwisko po tatusiu :)
2. Jakie jest twoje największe marzenie?
Spotkać 1D, wyjechać do Londynu i sprawić jakoś żeby chłopak, który mi się podoba wreszcie do mnie zagadał.
3.Jakie blogi czytasz najczęściej?
Te o 1D :)
4.Ulubiony film?
Hmm... Nie mam ulubionego filmu. Lubię baaardzo dużo filmów, ale żadnego nie faworyzuję, nie chcę żeby inne filmy poczuły się urażone xD
5. Ulubiona książka?
Tak jak z filmem :)
6. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
Londyn, Nowy Jork, Los Angeles.
7. Jaki jest twój ulubiony wykonawca muzyczny?
Cóż.... Dużo tego, mam bardzo zróżnicowany gust muzyczny lubię: One Direction, Cher Lloyd, Nickelback, Linkin Park, Nirvane, Evanescence i Taylor Swift, ale ulubionego nie mam.
8. Lato, czy zima?
Oczywiście, że lato!
9. Od ilu miesięcy/lat piszesz bloga?
O ile się nie mylę to tego bloga piszę od września :)
10. Co skłoniło cię do pisania bloga o takiej tematyce?
Miłość do zespołu One Direction i pomysł, który musiałam jakoś wykorzystać.
11. Jesteś pesymistką, czy optymistką?
Chyba optymistką.
Już niestety nie mam kogo nominować, bo już dawno temu to zrobiłam :) Nie mam czasuna razie szukać nowych blogów do nominacji, ale jeśli ktoś chce, to możne odpowiedzieć na te pytania :)
1) Ile masz lat?
2) Czy lubisz 1D i dlaczego?
3) Twój ulubiony przedmiot w szkole to...?
4) Jak ma na imię twoja najlepsza przyjaciółka?
5)Jakiej piosnki ostatnio słuchałaś?
6) Masz chłopaka?
7) Co myślisz o Harrym Potterze?
8) W jakim kraju chciałabyś się urodzić, jeśli nie byłaby to Polska?
9) Byłaś kiedykolwiek za granicą? Jeśli tak to gdzie?
10) Co skłoniło cię do zaczęcia prowadzenia bloga?
11) W jaki sposób natrafiłaś na mojego bloga?
http://what-do-you-call-tomorrow-without-you.blogspot.com/
Dzięki, masz duży talent :)
Teraz odpowiem na zadane pytania:
1. Jak się nazywasz?
Więc mam na imię Roksana, a nazwisko po tatusiu :)
2. Jakie jest twoje największe marzenie?
Spotkać 1D, wyjechać do Londynu i sprawić jakoś żeby chłopak, który mi się podoba wreszcie do mnie zagadał.
3.Jakie blogi czytasz najczęściej?
Te o 1D :)
4.Ulubiony film?
Hmm... Nie mam ulubionego filmu. Lubię baaardzo dużo filmów, ale żadnego nie faworyzuję, nie chcę żeby inne filmy poczuły się urażone xD
5. Ulubiona książka?
Tak jak z filmem :)
6. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
Londyn, Nowy Jork, Los Angeles.
7. Jaki jest twój ulubiony wykonawca muzyczny?
Cóż.... Dużo tego, mam bardzo zróżnicowany gust muzyczny lubię: One Direction, Cher Lloyd, Nickelback, Linkin Park, Nirvane, Evanescence i Taylor Swift, ale ulubionego nie mam.
8. Lato, czy zima?
Oczywiście, że lato!
9. Od ilu miesięcy/lat piszesz bloga?
O ile się nie mylę to tego bloga piszę od września :)
10. Co skłoniło cię do pisania bloga o takiej tematyce?
Miłość do zespołu One Direction i pomysł, który musiałam jakoś wykorzystać.
11. Jesteś pesymistką, czy optymistką?
Chyba optymistką.
Już niestety nie mam kogo nominować, bo już dawno temu to zrobiłam :) Nie mam czasuna razie szukać nowych blogów do nominacji, ale jeśli ktoś chce, to możne odpowiedzieć na te pytania :)
1) Ile masz lat?
2) Czy lubisz 1D i dlaczego?
3) Twój ulubiony przedmiot w szkole to...?
4) Jak ma na imię twoja najlepsza przyjaciółka?
5)Jakiej piosnki ostatnio słuchałaś?
6) Masz chłopaka?
7) Co myślisz o Harrym Potterze?
8) W jakim kraju chciałabyś się urodzić, jeśli nie byłaby to Polska?
9) Byłaś kiedykolwiek za granicą? Jeśli tak to gdzie?
10) Co skłoniło cię do zaczęcia prowadzenia bloga?
11) W jaki sposób natrafiłaś na mojego bloga?
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Dziesięć
"Jessica"
Rano obudziłam się w jednym z pokoi obok Louisa. No tak... Przecież wynajęliśmy pokoje, bo pod wpływem alkoholu nie można prowadzić.Spojrzałam znowu na Lou. Był taki słodki kiedy spał. Musiałam zacząć go powoli budzić. Przecież dzisiaj wylatujemy.
- Louis, wstawaj. - powiedziałam do niego i go szturchnęłam. - Lou, wstawaj.
- Jeszcze pięć minutek. Dzisiaj chcę tylko tego. Ale mnie boli głowa. - pomrukiwał.
- Mam to gdzieś. Dzisiaj przecież wylatujemy. Ja teraz idę wziąć prysznic, a ty postaraj się stąd wygrzebać. - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i pobiegłam z ubraniami do łazienki.Tak jak powiedziałam Louisowi, wzięłam szybki prysznic. Potem związałam włosy w koński ogon i założyłam ubrania, które wczoraj przed wyjazdem spakowałam sobie do torby. Na koniec nałożyłam delikatny make-up i wyszłam z tej oazy spokoju. Nigdzie nie widziałam Louisa. Gdzie on do jasnej cholery polazł?! Podeszłam do dużego dwuosobowego łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Nigdzie nie było tego głupka. Nagle ktoś lub dwa ktosie pociągnęły mnie za kostki. Walnęłam na podłogę i zostałam wciągnięta pod łóżko. Chyba było oczywiste kogo tam zobaczyłam. Louis i Harry siedzieli pod łóżkiem i śmiali się. Miałam ochotę im przywalić.
- Co wy tutaj robicie, idioci?!- wydarłam się na nich.
- Bawimy się? - spytał nie pewnie Harry
- A tak na serio to czekamy aż wejdzie tutaj Liam. Stanie przy łóżku tak jak ty i jego też wciągniemy. - poprawił Louis.
- A pomyśleliście może, że po tym upadku boli mnie teraz dupa? - spytałam retorycznie.
- Mam pocałować? Może przejdzie. - zażartował Harry, a Lou zrobił taką minę jakby chciał go zabić.
- Hmm... Może pomogę wam go tutaj zaciągnąć...? - spytałam, a oni tylko pokiwali głową.
Czekaliśmy tak kilka minut. W końcu ktoś wszedł do pokoju i stanął przy łóżku. Wychyliłam lekko głowę żeby sprawdzić kto to. Rzeczywiście, to był Liam. Kiwnęłam głową do chłopaków i złapaliśmy go za kostki. Krzyknął, wywalił się i zaczęliśmy wciągać go pod łóżko. Niestety, nie dawał się tak łatwo jak ja. Krzyczał przez chwilę przerażony, a potem już chyba nie miał siły się bronić. Gdy wciągnęliśmy go do siebie zrobił minę mówiącą - WTF?, a to mnie rozśmieszyła tak bardzo, że parsknęłam śmiechem.
- Niespodzianka!- krzyknęłam i zaczęłam turlać się pod łóżkiem.
- Jej już przy nas zaczęło kompletnie odbijać. - stwierdził Harry.
- Noo... - potwierdzili razem Lou i Liam.
Wyszłam szybko spod łóżka i położyłam się na nim. Za kilka minut pewnie Zayn lub... Niall wpadną tutaj i każą nam się pospieszyć.Nie myliłam się. Nawet nie zdążyłam przymknąć powiek, a Zayn wpadł do pokoju i kazał nam się zbierać.Całe szczęście, że spakowałam wszystkich dzień wcześniej. Powinni mi być wdzięczni, bo dzięki mnie nie spóźnimy się na samolot. Drogę do domu wszyscy przebyliśmy w milczeniu. W samochodzie panowała dziwna, dość sztywna atmosfera. Gdy już (dzięki Bogu) dojechaliśmy do domu, to szybko zabraliśmy swoje wszystkie bagaże i wpakowaliśmy je do podstawionego samochodu. Tak jak obiecałam rodzicom, zamknęłam drzwi i zaniosłam klucz do państwa Sims.Akurat zdążyliśmy na lotnisko. Zatkało mnie, gdy zobaczyłam samolot, którym mieliśmy lecieć. Każdy domyśla się pewnie, że był to samolot prywatny.
- Co tak stoisz? - spytał Harry, z bananem na twarzy.
- Aaa, no wiesz, tak sobie patrzę na ten wielki samolot. - odpowiedziałam niby obojętnie i podążałam już schodami prosto do tego wielkiego, metalowego "ptaka". W środku był prawie jak pałac. Wielki i luksusowy. Gdy tylko weszłam do środka (zaraz po zachwycaniu się) skoczyłam na sofę. Byłam koszmarnie zmęczona. Zasnęłam chwilkę po tym jak wylecieliśmy.
(Kilka godzin później)
Ktoś szturchał mnie w ramię.
- Jeszcze chwila, mamo... - bąknęłam.
Usłyszałam tylko, że ktoś się na chwilkę oddala, a potem wraca. Gdy nic się nie działo myślałam, że wreszcie dadzą mi spokój i wreszcie się wyśpię. Szkoda, że się przeliczyłam. Poczułam mocne ukłucie w ramię. Podskoczyłam jak poparzona i usiadłam prosto. Już się rozbudziłam. Rozejrzałam się dokoła. Przede mną stał Zayn z cyrklem w ręku. Znalazłam sprawcę mojego bólu.
- Ty idioto! - krzyknęłam na niego. - Nie mogę już się nawet wyspać?
- Nie, bo właśnie lądujemy.
Podskoczyłam do okna. Londyn... ale tutaj pięknie. I do tego tak magicznie.
- Masz zamiar odessać się od tej szyby? - spytał Niall obojętnym tonem.
Zatkało mnie. Po raz pierwszy od wczoraj się do mnie odezwał. Nie chciał ze mną gadać nawet wtedy, gdy siedzieliśmy w samochodzie. Wygląda na obrażonego, albo może nawet zawiedzionego... Zrobiło mi się tak dziwnie. Gorąco i czułam bardzo nie miły ucisk w żołądku. To chyba wyrzuty sumienia. Ale od czego? Od tego, że całuję się z Louisem? Od tego, że po prostu się zakochałam? Takie właśnie przemyślenia towarzyszyły mi przez całą drogę do nowego domu. Jakby mi jeszcze nie było mało to Louis też się do mnie nie odzywał. Co tym facetom dzisiaj jest?! O co im chodzi? Co ja im zrobiłam?
(Godzinę później)
Właśnie skończyłam się rozpakowywać. Dostałam duży pokój z własną łazienką. Był śliczny. Nie wiedziałam tylko po co mi takie ogromne łóżko. Będę czuła się w nim samotna. Wyszłam z mojego nowego królestwa żeby rozejrzeć się jeszcze po domu i zapoznać się z nim. Gdy przechodziłam obok pokoju mojego brata usłyszałam kłótnię. To on i Louis. Przyłożyłam ucho do drzwi i zaczęłam podsłuchiwać. Wiem, że to nie ładnie, ale byłam cholernie ciekawa o co im poszło.
- Miałeś tylko sprawić, żeby zgodziła się tutaj przyjechać, a nie całować ją bez przerwy. To moja siostra. - powiedział wzburzony Niall, a ja nie rozumiałam o co chodzi.
- Sprowadziłem ją tutaj i przysięgam ci, że nic nie czuję do Jess. Jest dla mnie jak koleżanka. Mam Eleanor i tylko ją kocham! Nie twoją siostrę. Całowałem ją tylko po to żeby uwierzyła w moje pseudo uczucia. - odpowiedział mu Louis, a we mnie coś pękło. To chyba serce. Tak, pękło na malutkie kawałeczki. Czułam jak po policzkach spływają mi słone łzy, a i tak nie mogłam się oderwać od tych przeklętych drzwi, za którymi zapewniano mnie, że nie można kochać kogoś takiego jak ja. Teraz siedziałam już na podłodze i popłakiwałam cichutko. Podniosłam się szybko, gdy usłyszałam, że ktoś zmierza w stronę drzwi. Pobiegłam do mojego nowego pokoju i zaczęłam przeszukiwać kosmetyczkę. Wywalałam z niej wszystko tak długo aż nie znalazłam tego czego szukałam. Udałam się do łazienki i zaczęłam działać. Jedno głębokie cięcie, drugie, trzecie. Na około już rozlewała się krew, ale ja nie czułam bólu. Zrobiło mi się lepiej. To tak jakby z krwią uciekał i ból połączony z rozczarowaniem. Boł sprawiony tym co przed chwilą usłyszałam i rozczarowanie tym, że wcale nie jestem warta kochania.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nabazgrałam ten rozdział. Było dość ciężko, ale coś jest. Poza tym to jak mijają ferie tym, którzy je mają? U mnie jest okay. Mam zaplanowane pewne wypady.
Rano obudziłam się w jednym z pokoi obok Louisa. No tak... Przecież wynajęliśmy pokoje, bo pod wpływem alkoholu nie można prowadzić.Spojrzałam znowu na Lou. Był taki słodki kiedy spał. Musiałam zacząć go powoli budzić. Przecież dzisiaj wylatujemy.
- Louis, wstawaj. - powiedziałam do niego i go szturchnęłam. - Lou, wstawaj.
- Jeszcze pięć minutek. Dzisiaj chcę tylko tego. Ale mnie boli głowa. - pomrukiwał.
- Mam to gdzieś. Dzisiaj przecież wylatujemy. Ja teraz idę wziąć prysznic, a ty postaraj się stąd wygrzebać. - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i pobiegłam z ubraniami do łazienki.Tak jak powiedziałam Louisowi, wzięłam szybki prysznic. Potem związałam włosy w koński ogon i założyłam ubrania, które wczoraj przed wyjazdem spakowałam sobie do torby. Na koniec nałożyłam delikatny make-up i wyszłam z tej oazy spokoju. Nigdzie nie widziałam Louisa. Gdzie on do jasnej cholery polazł?! Podeszłam do dużego dwuosobowego łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Nigdzie nie było tego głupka. Nagle ktoś lub dwa ktosie pociągnęły mnie za kostki. Walnęłam na podłogę i zostałam wciągnięta pod łóżko. Chyba było oczywiste kogo tam zobaczyłam. Louis i Harry siedzieli pod łóżkiem i śmiali się. Miałam ochotę im przywalić.
- Co wy tutaj robicie, idioci?!- wydarłam się na nich.
- Bawimy się? - spytał nie pewnie Harry
- A tak na serio to czekamy aż wejdzie tutaj Liam. Stanie przy łóżku tak jak ty i jego też wciągniemy. - poprawił Louis.
- A pomyśleliście może, że po tym upadku boli mnie teraz dupa? - spytałam retorycznie.
- Mam pocałować? Może przejdzie. - zażartował Harry, a Lou zrobił taką minę jakby chciał go zabić.
- Hmm... Może pomogę wam go tutaj zaciągnąć...? - spytałam, a oni tylko pokiwali głową.
Czekaliśmy tak kilka minut. W końcu ktoś wszedł do pokoju i stanął przy łóżku. Wychyliłam lekko głowę żeby sprawdzić kto to. Rzeczywiście, to był Liam. Kiwnęłam głową do chłopaków i złapaliśmy go za kostki. Krzyknął, wywalił się i zaczęliśmy wciągać go pod łóżko. Niestety, nie dawał się tak łatwo jak ja. Krzyczał przez chwilę przerażony, a potem już chyba nie miał siły się bronić. Gdy wciągnęliśmy go do siebie zrobił minę mówiącą - WTF?, a to mnie rozśmieszyła tak bardzo, że parsknęłam śmiechem.
- Niespodzianka!- krzyknęłam i zaczęłam turlać się pod łóżkiem.
- Jej już przy nas zaczęło kompletnie odbijać. - stwierdził Harry.
- Noo... - potwierdzili razem Lou i Liam.
Wyszłam szybko spod łóżka i położyłam się na nim. Za kilka minut pewnie Zayn lub... Niall wpadną tutaj i każą nam się pospieszyć.Nie myliłam się. Nawet nie zdążyłam przymknąć powiek, a Zayn wpadł do pokoju i kazał nam się zbierać.Całe szczęście, że spakowałam wszystkich dzień wcześniej. Powinni mi być wdzięczni, bo dzięki mnie nie spóźnimy się na samolot. Drogę do domu wszyscy przebyliśmy w milczeniu. W samochodzie panowała dziwna, dość sztywna atmosfera. Gdy już (dzięki Bogu) dojechaliśmy do domu, to szybko zabraliśmy swoje wszystkie bagaże i wpakowaliśmy je do podstawionego samochodu. Tak jak obiecałam rodzicom, zamknęłam drzwi i zaniosłam klucz do państwa Sims.Akurat zdążyliśmy na lotnisko. Zatkało mnie, gdy zobaczyłam samolot, którym mieliśmy lecieć. Każdy domyśla się pewnie, że był to samolot prywatny.
- Co tak stoisz? - spytał Harry, z bananem na twarzy.
- Aaa, no wiesz, tak sobie patrzę na ten wielki samolot. - odpowiedziałam niby obojętnie i podążałam już schodami prosto do tego wielkiego, metalowego "ptaka". W środku był prawie jak pałac. Wielki i luksusowy. Gdy tylko weszłam do środka (zaraz po zachwycaniu się) skoczyłam na sofę. Byłam koszmarnie zmęczona. Zasnęłam chwilkę po tym jak wylecieliśmy.
(Kilka godzin później)
Ktoś szturchał mnie w ramię.
- Jeszcze chwila, mamo... - bąknęłam.
Usłyszałam tylko, że ktoś się na chwilkę oddala, a potem wraca. Gdy nic się nie działo myślałam, że wreszcie dadzą mi spokój i wreszcie się wyśpię. Szkoda, że się przeliczyłam. Poczułam mocne ukłucie w ramię. Podskoczyłam jak poparzona i usiadłam prosto. Już się rozbudziłam. Rozejrzałam się dokoła. Przede mną stał Zayn z cyrklem w ręku. Znalazłam sprawcę mojego bólu.
- Ty idioto! - krzyknęłam na niego. - Nie mogę już się nawet wyspać?
- Nie, bo właśnie lądujemy.
Podskoczyłam do okna. Londyn... ale tutaj pięknie. I do tego tak magicznie.
- Masz zamiar odessać się od tej szyby? - spytał Niall obojętnym tonem.
Zatkało mnie. Po raz pierwszy od wczoraj się do mnie odezwał. Nie chciał ze mną gadać nawet wtedy, gdy siedzieliśmy w samochodzie. Wygląda na obrażonego, albo może nawet zawiedzionego... Zrobiło mi się tak dziwnie. Gorąco i czułam bardzo nie miły ucisk w żołądku. To chyba wyrzuty sumienia. Ale od czego? Od tego, że całuję się z Louisem? Od tego, że po prostu się zakochałam? Takie właśnie przemyślenia towarzyszyły mi przez całą drogę do nowego domu. Jakby mi jeszcze nie było mało to Louis też się do mnie nie odzywał. Co tym facetom dzisiaj jest?! O co im chodzi? Co ja im zrobiłam?
(Godzinę później)
Właśnie skończyłam się rozpakowywać. Dostałam duży pokój z własną łazienką. Był śliczny. Nie wiedziałam tylko po co mi takie ogromne łóżko. Będę czuła się w nim samotna. Wyszłam z mojego nowego królestwa żeby rozejrzeć się jeszcze po domu i zapoznać się z nim. Gdy przechodziłam obok pokoju mojego brata usłyszałam kłótnię. To on i Louis. Przyłożyłam ucho do drzwi i zaczęłam podsłuchiwać. Wiem, że to nie ładnie, ale byłam cholernie ciekawa o co im poszło.
- Miałeś tylko sprawić, żeby zgodziła się tutaj przyjechać, a nie całować ją bez przerwy. To moja siostra. - powiedział wzburzony Niall, a ja nie rozumiałam o co chodzi.
- Sprowadziłem ją tutaj i przysięgam ci, że nic nie czuję do Jess. Jest dla mnie jak koleżanka. Mam Eleanor i tylko ją kocham! Nie twoją siostrę. Całowałem ją tylko po to żeby uwierzyła w moje pseudo uczucia. - odpowiedział mu Louis, a we mnie coś pękło. To chyba serce. Tak, pękło na malutkie kawałeczki. Czułam jak po policzkach spływają mi słone łzy, a i tak nie mogłam się oderwać od tych przeklętych drzwi, za którymi zapewniano mnie, że nie można kochać kogoś takiego jak ja. Teraz siedziałam już na podłodze i popłakiwałam cichutko. Podniosłam się szybko, gdy usłyszałam, że ktoś zmierza w stronę drzwi. Pobiegłam do mojego nowego pokoju i zaczęłam przeszukiwać kosmetyczkę. Wywalałam z niej wszystko tak długo aż nie znalazłam tego czego szukałam. Udałam się do łazienki i zaczęłam działać. Jedno głębokie cięcie, drugie, trzecie. Na około już rozlewała się krew, ale ja nie czułam bólu. Zrobiło mi się lepiej. To tak jakby z krwią uciekał i ból połączony z rozczarowaniem. Boł sprawiony tym co przed chwilą usłyszałam i rozczarowanie tym, że wcale nie jestem warta kochania.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nabazgrałam ten rozdział. Było dość ciężko, ale coś jest. Poza tym to jak mijają ferie tym, którzy je mają? U mnie jest okay. Mam zaplanowane pewne wypady.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Dziewięć
Za każdym razem gdy Lou próbował się do mnie zbliżyć ja się odsuwałam. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Zakochałam się w nim. Przyznaję bez bicia. Chcę z nim być i to bardzo, ale nie widzę dla tego związku przyszłości skoro on mi nie ufa. Serce mówiło mi "Zostań, Jessica!" a rozum mówił "Zostaw go! Nie ufa ci, to nie ma najmniejszego sensu!". Chyba mimo wszystko posłucham serca. Nie mogłabym od niego odejść. Przecież to pierwsza nasza kłótnia.
- Skarbie, ja przepraszam. - powiedział i znowu próbował mnie przytulić. Tym razem się nie opierałam.
- Czemu pomyślałeś, że coś mnie z nim łączy? - spytałam.
- Nie wiem. Wyglądałaś tak jakbyś czuła do niego coś więcej. Jakby nie był tylko "kolegą".
- Bo nie jest. Drake był moim najlepszym przyjacielem, ale się wyprowadził.Dzisiaj zobaczyłam go pierwszy raz od kilku lat... Moje zachowanie było zupełnie normalne. - powiedziałam.
- Już ci wierzę. - powiedział i zbliżył swoje usta do moich.
Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak, ale ja chciałam więcej.Zaczęliśmy się całować coraz namiętnej, a nasze języki wykonywały już taniec... miłości? Chyba tak... Nagle drzwi odtworzył nie kto inny jak mój brat. Niall miał bardzo dziwną minę. Jego twarz zmieniała kolory z prędkością światła. Ze zwykłego naturalnego koloru stała się różowa, potem purpurowa i na koniec czerwona. Wiedziałam, że zaraz wybuchnie więc chcąc tego uniknąć wybiegłam z tej łazienki. Zbiegłam po schodach na dół i wbiegłam do jednej z sal. Liczyłam na to, że już dzisiaj mnie nie znajdzie. Przez przypadek wpadłam na Liama.
- Szukaliśmy cię. Wiesz? - powiedział.
- Tak, Niall mnie znalazł i Lou przy okazji też. - odpowiedziałam sucho.
- Czemu płakałaś?- spytał
- A czy to ważne? Masz przecież swoje problemy! Dlaczego interesujesz się moimi?
- Mi możesz zaufać. Chodź. Wyjdziemy na zewnątrz i mi wszystko opowiesz, okay? - spytał.
- Dobrze.
Przedarliśmy się przez tłum, który zmierzał już na dziedziniec i wyszliśmy przed pałacyk w którym odbywała się impreza. Przed rozpoczęciem rozmowy z Liamem wyjęłam jednego papierosa i go odpaliłam. Nie obchodziło mnie już to, że może coś powiedzieć Niallowi. Musiałam się po prostu odstresować.
- Kojarzysz chłopaka, którego przytuliłam z pół godziny temu? - Li tylko pokiwał głową. - Louis to widział i myślał, że coś mnie z nim łączy. Chciałam mu to wyjaśnić. Tak na spokojnie. Poszliśmy do łazienki, bo tylko tam było cicho. Zaczęłam mu tłumaczyć, że z tamtym chłopakiem mnie nic nie łączy. Niestety mi nie wierzył. Zabolało mnie to, że nie ma do mnie zaufania i się rozpłakałam. Chyba zrobiło mu się odrobinę głupio, że mnie zranił. Chciał mnie przeprosić, przytulić. Na początku się odsuwałam. Potem górę wzięła opinia mojego serca i tak się złożyło, że zaczęliśmy się całować. Wszedł Niall, zaczął zmieniać kolorki, a ja uciekłam bo nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Koniec historii. - powiedziałam i dopaliłam papierosa.
- Czyli, że ty jesteś z Lou, Niall o tym nie wie, wy się pokłóciliście, a potem się pogodziliście, a teraz ty nie chcesz nic wyjaśnić swojemu bratu. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Co Niall mógłby ci powiedzieć? - zadał mi pytanie.
- Chodzi mi raczej o to, że Niall jest typowym starszym braciszkiem. Woli żebym miała chłopaka w swoim wieku itp. Nie rozumiem go, a nie chcę się z nim znowu poważnie pokłócić. Przecież to tylko kilka lat! - wyjaśniłam najprościej jak się da.
Liam zrobił dziwną minę, ale się nie odezwał. Wyglądał tak jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie wiedział czy może. Po kilku minutach chyba zauważył, że ta cisza zaczyna mi ciążyć, bo odezwał się do mnie.
- Może wejdziemy do środka?
- Jasne...
Było już trochę po północy. Śnieg padał, a ja wciąż unikałam mojego starszego brata. Za każdym razem, gdy go widziałam umykałam w jakieś inne miejsce. Po kolejnej godzinie dopiero odnalazłam Lou. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy jak najdalej od reszty ludzi.W tej chwili rozmawialiśmy już o wszystkim i o niczym. Czy to możliwe, że się zakochałam? Chyba tak. Byłam w Louisie na zabój zakochana. Bezwarunkowo i nieodwołalnie.
-------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nasmarowałam ten rozdział. Nie jest jakoś specjalnie udany, ale chyba nie jest też najgorszy ;) Cieszę się, że podobają się wam moje wypociny i, że je czytacie. Teraz tak z innej beczki. Życzę wam szczęśliwych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie udany.
- Skarbie, ja przepraszam. - powiedział i znowu próbował mnie przytulić. Tym razem się nie opierałam.
- Czemu pomyślałeś, że coś mnie z nim łączy? - spytałam.
- Nie wiem. Wyglądałaś tak jakbyś czuła do niego coś więcej. Jakby nie był tylko "kolegą".
- Bo nie jest. Drake był moim najlepszym przyjacielem, ale się wyprowadził.Dzisiaj zobaczyłam go pierwszy raz od kilku lat... Moje zachowanie było zupełnie normalne. - powiedziałam.
- Już ci wierzę. - powiedział i zbliżył swoje usta do moich.
Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak, ale ja chciałam więcej.Zaczęliśmy się całować coraz namiętnej, a nasze języki wykonywały już taniec... miłości? Chyba tak... Nagle drzwi odtworzył nie kto inny jak mój brat. Niall miał bardzo dziwną minę. Jego twarz zmieniała kolory z prędkością światła. Ze zwykłego naturalnego koloru stała się różowa, potem purpurowa i na koniec czerwona. Wiedziałam, że zaraz wybuchnie więc chcąc tego uniknąć wybiegłam z tej łazienki. Zbiegłam po schodach na dół i wbiegłam do jednej z sal. Liczyłam na to, że już dzisiaj mnie nie znajdzie. Przez przypadek wpadłam na Liama.
- Szukaliśmy cię. Wiesz? - powiedział.
- Tak, Niall mnie znalazł i Lou przy okazji też. - odpowiedziałam sucho.
- Czemu płakałaś?- spytał
- A czy to ważne? Masz przecież swoje problemy! Dlaczego interesujesz się moimi?
- Mi możesz zaufać. Chodź. Wyjdziemy na zewnątrz i mi wszystko opowiesz, okay? - spytał.
- Dobrze.
Przedarliśmy się przez tłum, który zmierzał już na dziedziniec i wyszliśmy przed pałacyk w którym odbywała się impreza. Przed rozpoczęciem rozmowy z Liamem wyjęłam jednego papierosa i go odpaliłam. Nie obchodziło mnie już to, że może coś powiedzieć Niallowi. Musiałam się po prostu odstresować.
- Kojarzysz chłopaka, którego przytuliłam z pół godziny temu? - Li tylko pokiwał głową. - Louis to widział i myślał, że coś mnie z nim łączy. Chciałam mu to wyjaśnić. Tak na spokojnie. Poszliśmy do łazienki, bo tylko tam było cicho. Zaczęłam mu tłumaczyć, że z tamtym chłopakiem mnie nic nie łączy. Niestety mi nie wierzył. Zabolało mnie to, że nie ma do mnie zaufania i się rozpłakałam. Chyba zrobiło mu się odrobinę głupio, że mnie zranił. Chciał mnie przeprosić, przytulić. Na początku się odsuwałam. Potem górę wzięła opinia mojego serca i tak się złożyło, że zaczęliśmy się całować. Wszedł Niall, zaczął zmieniać kolorki, a ja uciekłam bo nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Koniec historii. - powiedziałam i dopaliłam papierosa.
- Czyli, że ty jesteś z Lou, Niall o tym nie wie, wy się pokłóciliście, a potem się pogodziliście, a teraz ty nie chcesz nic wyjaśnić swojemu bratu. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Co Niall mógłby ci powiedzieć? - zadał mi pytanie.
- Chodzi mi raczej o to, że Niall jest typowym starszym braciszkiem. Woli żebym miała chłopaka w swoim wieku itp. Nie rozumiem go, a nie chcę się z nim znowu poważnie pokłócić. Przecież to tylko kilka lat! - wyjaśniłam najprościej jak się da.
Liam zrobił dziwną minę, ale się nie odezwał. Wyglądał tak jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie wiedział czy może. Po kilku minutach chyba zauważył, że ta cisza zaczyna mi ciążyć, bo odezwał się do mnie.
- Może wejdziemy do środka?
- Jasne...
Było już trochę po północy. Śnieg padał, a ja wciąż unikałam mojego starszego brata. Za każdym razem, gdy go widziałam umykałam w jakieś inne miejsce. Po kolejnej godzinie dopiero odnalazłam Lou. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy jak najdalej od reszty ludzi.W tej chwili rozmawialiśmy już o wszystkim i o niczym. Czy to możliwe, że się zakochałam? Chyba tak. Byłam w Louisie na zabój zakochana. Bezwarunkowo i nieodwołalnie.
-------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nasmarowałam ten rozdział. Nie jest jakoś specjalnie udany, ale chyba nie jest też najgorszy ;) Cieszę się, że podobają się wam moje wypociny i, że je czytacie. Teraz tak z innej beczki. Życzę wam szczęśliwych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie udany.
sobota, 8 grudnia 2012
Osiem
Jechaliśmy już dobre pół godziny za długo. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego jeszcze nie dotarliśmy i dlaczego mam wrażenie, że zataczamy koło. Już chyba dziesiąty raz przejeżdżaliśmy obok znaku ograniczenia prędkości.Na 100% coś było nie tak. Zerknęłam jeszcze raz na mapę, którą trzymałam w ręce. Przecież dobrze skręciliśmy. Przynajmniej tak myślę. Nie widzę tutaj żadnej innej bocznej drogi. Harry się zatrzymał.
- Dlaczego zatrzymałeś samochód? - spytałam.
- Po pierwsze dobrze wiesz, że kręcimy się w kółko, po drugie chcemy rozprostować nogi, a po trzecie chyba niektórzy muszą się odlać. - powiedział i spojrzał na mojego brata.
- Niepotrzebnie piłem trzecią colę. - powiedział Niall i wybiegł z auta w stronę krzaków.
Ja także wyszłam z auta i przeszłam się kawałek. Po drodze rozglądałam się na boki. Miałam nadzieję, że może gdzieś zobaczę jakiś drogowskaz który wcześniej przegapiliśmy lub jakąś "ukrytą" drogę. Odeszłam już spory kawałek od samochodu, ale chyba nikt nie zwrócił uwagi na to, że sobie poszłam. Postanowiłam, że przejdę jeszcze 20 metrów i wrócę z powrotem. Dwa, pięć, dziesięć...
-Aaaa!!! - krzyknęłam przerażona, gdy metr przede mną przebiegł wielki jeleń. Nagle wyskoczył z zarośli i najzwyczajniej w świecie przebiegł na drugą stronę ulicy. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy z piersi. Momentalnie znaleźli się przy mnie chłopcy.
- Ooo... Widzieliście tamtą drogę? - spytał nagle Liam.
- Wydaje mi się, że to w nią powinniśmy skręcić.- powiedział Zayn.
Po chwili znowu znaleźliśmy się w samochodzie. Okazało się, że droga, którą zauważył Li była właściwa i dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Właściwie to impreza już nieźle się rozkręciła. Kilka wstawionych panienek zaczęło przymilać się do chłopaków. Szatynkę w przebraniu piratki, która podrywała Lou miałam ochotę wytargać za te jej długie kłaki.Podeszłam do chłopaka i pociągnęłam go za rękę w stronę jednej z sal. Tak, były trzy sale. Jedna "Wielka sala" i dwie mniejsze. My chyba znaleźliśmy się w tej wielkiej.Wszędzie roiło się od przebierańców, a pomiędzy nimi chodzili kelnerzy z tacami i podwali gościom różne trunki. Wzięłam dla siebie i Lou kieliszek szampana. Zaczęliśmy pić i po jakiejś godzinie cała nasza piętka była kompletnie pijana. Tak, piątka bo Liam nie może pić alkoholu. Miałam wrażenie, że przyjechał z nami po to żeby nas pilnować... Zbliżała się godzina 23:30. Na scenę wszedł jakiś facet. Miał spory brzuch, krzaczaste wąsiska i prawie zero włosów na głowie.
- Witam wszystkich balowiczów. - powiedział. - Za 30 minut zapraszam wszystkich na dziedziniec. Zostaną tam wypuszczone fajerwerki i razem rozpoczniemy nowy rok! Miłej zabawy. - dokończył i zszedł ze sceny w stronę stolika przy który siedziała chyba jego żona, córka i dwoje synów.
Miałam wrażenie, że jednego z nich gdzieś już widziałam. Był raczej w moim wieku, miał średniej długości włosy, i bardzo ładne oczy. Jestem pewna, że gdzieś go już widziałam. Chłopak chyba dostrzegł, że mu się przyglądam bo też zerknął w moją stronę. Powiedział coś do brata i zaczął iść do mnie.
- Cześć Jess. - powiedział nie znajomy.
- My się znamy? - spytałam.
- Drake Williams. Przyjaźniliśmy się od czwartej klasy podstawówki do drugiej klasy gimnazjum. Nie mów, że nie pamiętasz.
- Chwilka... Już kojarzę! Twoi rodzice się rozwiedli i wyprowadziłeś się z mamą do Ameryki. Twój ojciec znalazł nową żonę i mieszka nadal tutaj. O mój Boże! Drake myślałam, że już cię nigdy nie spotkam. - rzuciłam się chłopakowi na szyję.
- Nie spodziewałem się takiego powitania. - przyznał.
Spojrzałam w stronę Louisa. Miał minę jakby ktoś jeździł mu żyletką po całym ciele. Musiał bardzo dziwnie odebrać to co się stało przed chwilą. Przeprosiłam starego przyjaciela i podeszłam do Lou i reszty chłopaków. Chciałam pocałować Lou w policzek żeby się już nie martwił, ale się odsunął. Pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam aż do łazienki. Chciałam żeby wyjaśnił mi swoje absurdalne zachowanie.
- Więc....
- Więc idź do tamtego chłoptasia. Mogłaś powiedzieć, że lecisz na dwa fronty to bym się nie angażował.
- Myślisz, że Drake cokolwiek dla mnie znaczy?! To tylko mój stary przyjaciel!
- "Przyjaciel", a jednak wyglądało to odrobinkę inaczej. Możesz mi powiedzieć dlaczego ci nie wierzę? - spytał retorycznie.
- Szczerze mówiąc? Nie mam pojęcia. Myślałam, że mi ufasz i rzeczywiście mnie kochasz. Tak jak mówiłeś. Jaka ja byłam głupia... - powiedziałam i zaniosłam się płaczem.
Louisowi od razu zmieniła się mina. Wyglądał tak jakby się czegoś wstydził. Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić. Tym razem to ja go odepchnęłam. Skoro mi nie ufa to jaki to ma sens?
- Dlaczego zatrzymałeś samochód? - spytałam.
- Po pierwsze dobrze wiesz, że kręcimy się w kółko, po drugie chcemy rozprostować nogi, a po trzecie chyba niektórzy muszą się odlać. - powiedział i spojrzał na mojego brata.
- Niepotrzebnie piłem trzecią colę. - powiedział Niall i wybiegł z auta w stronę krzaków.
Ja także wyszłam z auta i przeszłam się kawałek. Po drodze rozglądałam się na boki. Miałam nadzieję, że może gdzieś zobaczę jakiś drogowskaz który wcześniej przegapiliśmy lub jakąś "ukrytą" drogę. Odeszłam już spory kawałek od samochodu, ale chyba nikt nie zwrócił uwagi na to, że sobie poszłam. Postanowiłam, że przejdę jeszcze 20 metrów i wrócę z powrotem. Dwa, pięć, dziesięć...
-Aaaa!!! - krzyknęłam przerażona, gdy metr przede mną przebiegł wielki jeleń. Nagle wyskoczył z zarośli i najzwyczajniej w świecie przebiegł na drugą stronę ulicy. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy z piersi. Momentalnie znaleźli się przy mnie chłopcy.
- Ooo... Widzieliście tamtą drogę? - spytał nagle Liam.
- Wydaje mi się, że to w nią powinniśmy skręcić.- powiedział Zayn.
Po chwili znowu znaleźliśmy się w samochodzie. Okazało się, że droga, którą zauważył Li była właściwa i dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Właściwie to impreza już nieźle się rozkręciła. Kilka wstawionych panienek zaczęło przymilać się do chłopaków. Szatynkę w przebraniu piratki, która podrywała Lou miałam ochotę wytargać za te jej długie kłaki.Podeszłam do chłopaka i pociągnęłam go za rękę w stronę jednej z sal. Tak, były trzy sale. Jedna "Wielka sala" i dwie mniejsze. My chyba znaleźliśmy się w tej wielkiej.Wszędzie roiło się od przebierańców, a pomiędzy nimi chodzili kelnerzy z tacami i podwali gościom różne trunki. Wzięłam dla siebie i Lou kieliszek szampana. Zaczęliśmy pić i po jakiejś godzinie cała nasza piętka była kompletnie pijana. Tak, piątka bo Liam nie może pić alkoholu. Miałam wrażenie, że przyjechał z nami po to żeby nas pilnować... Zbliżała się godzina 23:30. Na scenę wszedł jakiś facet. Miał spory brzuch, krzaczaste wąsiska i prawie zero włosów na głowie.
- Witam wszystkich balowiczów. - powiedział. - Za 30 minut zapraszam wszystkich na dziedziniec. Zostaną tam wypuszczone fajerwerki i razem rozpoczniemy nowy rok! Miłej zabawy. - dokończył i zszedł ze sceny w stronę stolika przy który siedziała chyba jego żona, córka i dwoje synów.
Miałam wrażenie, że jednego z nich gdzieś już widziałam. Był raczej w moim wieku, miał średniej długości włosy, i bardzo ładne oczy. Jestem pewna, że gdzieś go już widziałam. Chłopak chyba dostrzegł, że mu się przyglądam bo też zerknął w moją stronę. Powiedział coś do brata i zaczął iść do mnie.
- Cześć Jess. - powiedział nie znajomy.
- My się znamy? - spytałam.
- Drake Williams. Przyjaźniliśmy się od czwartej klasy podstawówki do drugiej klasy gimnazjum. Nie mów, że nie pamiętasz.
- Chwilka... Już kojarzę! Twoi rodzice się rozwiedli i wyprowadziłeś się z mamą do Ameryki. Twój ojciec znalazł nową żonę i mieszka nadal tutaj. O mój Boże! Drake myślałam, że już cię nigdy nie spotkam. - rzuciłam się chłopakowi na szyję.
- Nie spodziewałem się takiego powitania. - przyznał.
Spojrzałam w stronę Louisa. Miał minę jakby ktoś jeździł mu żyletką po całym ciele. Musiał bardzo dziwnie odebrać to co się stało przed chwilą. Przeprosiłam starego przyjaciela i podeszłam do Lou i reszty chłopaków. Chciałam pocałować Lou w policzek żeby się już nie martwił, ale się odsunął. Pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam aż do łazienki. Chciałam żeby wyjaśnił mi swoje absurdalne zachowanie.
- Więc....
- Więc idź do tamtego chłoptasia. Mogłaś powiedzieć, że lecisz na dwa fronty to bym się nie angażował.
- Myślisz, że Drake cokolwiek dla mnie znaczy?! To tylko mój stary przyjaciel!
- "Przyjaciel", a jednak wyglądało to odrobinkę inaczej. Możesz mi powiedzieć dlaczego ci nie wierzę? - spytał retorycznie.
- Szczerze mówiąc? Nie mam pojęcia. Myślałam, że mi ufasz i rzeczywiście mnie kochasz. Tak jak mówiłeś. Jaka ja byłam głupia... - powiedziałam i zaniosłam się płaczem.
Louisowi od razu zmieniła się mina. Wyglądał tak jakby się czegoś wstydził. Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić. Tym razem to ja go odepchnęłam. Skoro mi nie ufa to jaki to ma sens?
Subskrybuj:
Posty (Atom)