sobota, 25 maja 2013

Piętnaście

"Louis"
Noc spędziłem u Eleanor. Wytłumaczyłem jej wszystko i całe szczęście mi wybaczyła. Wiem, że ciężko będzie odzyskać jej zaufanie, ale kocham ją i zrobię dla niej wszystko. Nie rozmawiam z Harrym od wczoraj, a mam wrażenie jakbyśmy nie kontaktowali się wieki. To mój najlepszy przyjaciel, zależy mi na jego sympatii. Niestety, nie odbiera moich telefonów. Gdy wróciłem do domu powiadomiono mnie o tym, że znów pojechał do Jess. Czuję, że jej też należą się przeprosiny. Prawda, zachowałem się jak kompletny dupek, ale chciałem pomóc Niallowi. Następnym razem będę więcej myśleć. Zbliża się godzina dwudziesta. Harry powinien niedługo być w domu, może wtedy z nim pogadam. Aleee... mogę zadzwonić. Sięgnąłem ponownie po telefon i wybrałem numer przyjaciela. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci i wreszcie odebrał! Moja radość była ogromna.
 - Już wracam, pogadamy za piętnaście minut. - powiedział i rozłączył się.
No taak. Może przez ten czas zrobię mu bukiet z marchewek na przeprosiny?

"Harry"
Znów ten cholerny autobus pełen ludzi. Mam tego dość. Przestaje pić i znów zaczynam jeździć własnym, przestronnym samochodem.Tam przynajmniej mam miejsce żeby usiąść... Tak poza tym, co o godzinie dwudziestej robi tyle ludzi w autobusie? Nie powinni siedzieć sobie spokojnie w domu? Okay, chyba za bardzo się przejmuję. Przed chwilą skończyłem "rozmowę" z Louisem. Powiedziałem mu tylko, że za chwilkę będę  i pogadamy. Ciekawe co on chciałby mi powiedzieć... Przeprosić? To z pewnością, ale co jeszcze? Dowiem się jak dojadę. Zostały w końcu tylko trzy przystanki. Szybko mi ten czas dzisiaj leci. Ani się obejrzałem, a już musiałem wysiadać na przystanku pod domem. Trochę bałem się tej rozmowy. Wciąż byłem na niego wściekły, przecież minęło tylko kilka dni, ale to mój przyjaciel. Zależy mi na nim prawie tak mocno jak na Jess.Wszedłem do ogrodu, otworzyłem drzwi wejściowe i od razu udałem się do salonu. Chcę mieć to już za sobą. Louis siedział na sofie. Widać, że był tym wszystkim strasznie przejęty. Chyba nawet nie zauważył, że wszedłem do środka. Mówił sam do siebie.
 - Jak ja mogłem być tak głupi? Zawiodłem Harry'ego, a Jessica przeze mnie wylądowała w szpitalu! Powinienem iść się leczyć...
 - Zgadzam się. - powiedziałem.
 - Harry! - krzyknął. - Mam coś dla ciebie. - powiedział i wręczył mi bukiet marchewek. - Słyszałeś już co o sobie myślę. Strasznie żałuję, chcę znów żeby było jak dawniej. Wiem, że nie zdarzy się to z dnia na dzień, ale będę się starał. Kiedy wraca Jessica? Ją też muszę przeprosić. - zakończył.
 - Jutro ją wypisują. Stary, przyjmuję te przeprosiny. Marchewki mnie przekonały, a tak na serio widzę, że żałujesz.
 - Dzięki! - powiedział i mnie wyściskał.
Usiedliśmy na sofie i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście, wciąż czułem się zły, ale muszę mu dać drugą szansę. Po kilkunastu minutach włączyliśmy sobie jakiś film. Był nawet ciekawy, ale miał smutne zakończenie. Czemu w takich filmach to zawsze facet umiera? Nie rozumiem tych wszystkich reżyserów. Skończyliśmy około godziny dwudziestej trzeciej. Louis poszedł spać, ale ja nie miałem jeszcze ochoty. Siedziałem w salonie jak kołek i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. W końcu sięgnąłem po laptopa i zalogowałem się na Twittera. Moje fanki bardzo martwią się o Jessice. Dostałem około dziesięciu tysięcy tweetów z wyrazami współczucia, Niall tak samo. Directioners są cudowne.  Siedziałem tak sobie jeszcze około godzinę. Potem moje oczy zaczęły się kleić i sam nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziły mnie krzyki.
 - Aaaa!!! Goni mnie naleśnikowy potwór! - krzyczał Louis i biegał po całym domu. Za nim gonił Niall z naleśnikiem na twarzy z otworami na oczy. Z boku wyglądali komicznie. Zacząłem się tarzać ze śmiechu. Sytuacja się zmieniła, gdy nagle za mną pojawiły się dwa naleśnikowe potwory. Wiedziałem, że to Liam i Zayn, ale i tak uciekałem.

"Jessica"
Właśnie dostałam wypis. Za jakieś dziesięć minut przyjedzie po mnie Harry i wreszcie znowu będę w domu. Tak, w domu, w którym jest chłopak przez którego tak się okaleczyłam. Cóż, będę z nimi dalej mieszkać. Jestem silna.... Może kiedyś mu wybaczę? Na pewno, nie powinnam długo chować urazy. Pewnie znów by się to odbiło na mojej psychice. Ehh... dobry był z niego kumpel i całkiem zajebisty chłopak. Otarłam łzę. Chyba jeszcze coś czuję do Louisa, ale muszę przestać. Moją przyszłością będzie Harry. Może wreszcie z nim będę mogła być szczęśliwa? Zaznać ciut więcej szczęścia niż zwykle. Tylko tego chcę. Nagle w drzwiach dostrzegłam Hazzę. Uśmiechał się do mnie. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech. Podeszłam do niego i go przytuliłam na powitanie.
 - Jedziemy? - spytał, a ja pokiwałam głową.
W samochodzie słuchaliśmy muzyki. Harry opowiedział mi o swoim pogodzeniu się z Louisem. Powiedział też, że zrozumie jeśli ja nie będę od razu chciała mu wybaczyć. Czemu w mieście są teraz takie korki?! Gdyby nie one już od piętnastu minut byśmy byli w domu. Ta podróż ciągnęła się w nieskończoność. Gdy wreszcie dojechaliśmy uśmiechałam się nawet do drzwi. Dziwne uczucie. Weszłam do środka. W przedpokoju stała cała delegacja. Zayn, Liam, Niall i Louis. Louis wyszedł przed wszystkich z bukietem kwiatów.
 - Przepraszam. Byłem strasznie głupi i wiem, że cię zraniłem. Cholernie żałuję. - powiedział.
 - Nie wiem co powiedzieć.... Może, ale MOŻE kiedyś ci to wybaczę do końca. Nie będę udawała, że nic się nie stało, bo przecież się stało, ale mogę przyjąć przeprosiny. Dziękuję. - odrzekłam.
Przywitałam się z każdym z chłopców. Okazało się, że nawet zrobili obiad. Nie zwróciłam nawet uwagi na to co to było. Ważne, że dobre. Byłam strasznie zmęczona pobytem w szpitalu i nie marzyłam o niczym innym jak tylko dobrze się wyspać. Pobiegłam do łazienki, w której się tak okaleczyłam. Stanęłam chwilkę w drzwiach, a potem wzięłam prysznic, umyłam zęby, ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka. Spałam jak niemowlak, tylko bez płaczu i budzenia się co godzinę.

----------------------------------------------------------------------------------
Hay girls!;* Przepraszam że dopiero teraz dodaję rozdział. Niestety jest koniec roku szkolnego, ja po kolejnej chorobie i staram się poprawić oceny. Ten rozdział.... Wiem, mógłby być lepszy i nic się w nim nie dzieje. Nie będę wam mówiła kiedy kolejny, bo sama nie wiem. Dziękuję tym co wiernie czekali na rozdział. Uwielbiam was!;)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Następny rozdział

Hej. W sprawie następnego rozdziału. Wiem, że obiecałam się poprawić, ale sytuacja odrobinę się zmieniła. Znów jestem chora i to dość poważnie. Staram się codziennie coś dopisać, ale jest mi bardzo ciężko. Proszę, bądźcie cierpliwe, postaram się w tym tygodniu dodać piętnasty rozdział. Zaznaczam, że niczego nie obiecuję, zobaczę jak będę się czuła. Zaznaczam, że wy,  moje czytelniczki jesteście dla mnie bardzo ważne i mnie inspirujecie do dalszego pisania. Dziękuję wam bardzo;*

czwartek, 21 marca 2013

Czternaście

"Harry"
Wychodząc z domu żegnałem się z Zaynem i Ronnie, którzy dopiero wstali. Mieli duużo większego kaca ode mnie. Zayn był lekko zdenerwowany. Dopiero co wczoraj pogodził się z Perrie, a dzisiejszego dnia budzi się z zupełnie inną dziewczyną u boku. Musi mu być na serio strasznie, ale czego alkohol nie robi z ludźmi? Dzisiaj znowu jestem skazany na środki komunikacji miejskiej. Mogłem nie pić. Pojechałbym samochodem i wszyscy byliby zadowoleni, znaczy się ja. Na przystanku zaczepiło mnie kilka fanek. Chciały autografy i zdjęcia. Byłem dzisiaj w nieco lepszym humorze, więc zgodziłem się na wszystko i nawet się uśmiechałem. Rozpoznałem jedną dziewczynę. Miała na oko 14 lat. Widziałem ją wczoraj w autobusie, patrzyła na mnie, ale nie podeszła. Dzisiaj z koleżankami nabrała chyba odwagi.
 - Hej. - powiedziałem przyjaznym tonem składając podpis na kartce, którą mi podała. - Widziałem cię wczoraj. Dlaczego wtedy nie podeszłaś?
 - Trochę się wstydziłam. - odpowiedziała blondynka. - Do tego nie wyglądało żebyś był w dobrym humorze, więc cię nie zaczepiałam. Domyślam się jak to jest nie mieć wcale prywatności. Co z siostrą Niall'a?
 - Jutro wyjdzie ze szpitala, czuje się już lepiej. - odrzekłem z uśmiechem. - Właśnie do niej jadę.
Przyjechał autobus.
 - To ja lecę, cześć. - pożegnałem się.
Po wejściu zająłem miejsce z tyłu i zacząłem rozmyślać. Louis... jego przyjaźń jest dla mnie bardzo ważna, ale ciężko jest wybaczyć mu coś takiego. Ale on był przy mnie zawsze, był dla mnie przyjacielem w każdym momencie. Może powinienem mu wybaczyć? Wczoraj nie nocował w domu. Był u El. Przepraszał ją za to co się stało. Chyba mu wybaczyła, bo u niej spał. Dzisiaj ciągle do mnie dzwoni.Nie odebrałem żadnego z jego telefonów. Bardzo mnie korci, ale tego nie robię Może pogadam z nim dzisiaj po powrocie.Jazda minęła mi wyjątkowo szybko. Ani się obejrzałem, a już musiałem wysiadać. Najdziwniejsze było to, że nikt mnie nie zaczepiał. Niektóre dziewczyny zerkały na mnie, ale żadna mnie nie zaczepiła. Może to dlatego, że wyglądałem na zamyślonego?Może dlatego, że już się dowiedziały o tym co zaszło między mną, a Lou i może dlatego, że wiedziały, iż spieszę się do szpitala? Zostaje mi tylko zgadywać.

"Jessica"
Czekałam na Harry'ego. Niall mi powiedział, że dzisiaj do mnie wpadnie. Swoją drogą odwiedził mnie dzisiaj mój brat. Muszę przyznać, że ciągle jestem na niego zła, ale postaram się mu wybaczyć. Nie przyjdzie mi to oczywiście łatwo. Takiej krzywdy nie wybacza się z dnia na dzień, na to potrzeba czasu i to bardzo dużo. Powiedział mi, że jest mu bardzo przykro i chodziło mu jedynie o ściągnięcie mnie tutaj. W planie nie było ponoć tego, że się angażuję. Żałuję czasem, że jestem taka miękka. Miałam przecież tylko się nie zakochać, a ten Louis wszedł sobie tylko do mojego pokoju i bam! Chore, ale miło było czuć się przez te dwa tygodnie kochaną...Okay, jutro po wyjściu ze szpitala będę udawała, że nic się nie stało, że jestem tą samą wesołą osobą co kilka tygodni temu i, że mimo tego co zrobiłam wcale mnie to nie ruszyło. Na pewno się nabiorą (sarkazm). Na stoliku obok leżało radio. Włączyłam je jednym ruchem dłoni. Od razu pożałowałam. Trafiłam na stację nadającą wiadomości. Męski głos mówił " Siostra słynnego piosenkarza Nialla Horana powoduje rozłam zespołu. Do niedawna najlepsi przyjaciele stali się wrogami. Harry Styles i Louis Tomlinson pobili się przed swoim domem właśnie o nią. Czy koniec zespołu One Direction jest już bliski? Więcej dowiecie się za godzinę od mojej koleżanki - Margaret Doupree". Przełączyłam na inną stację, nie mam ochoty tego słuchać. Ale.. może to rzeczywiście moja wina? Przecież puki mnie nie poznali nic się nie działo. Tak jak powiedział ten facet "najlepsi przyjaciele stali się wrogami". To zdanie teraz tkwiło mi w głowie. Może powinnam się wyprowadzić? Wyjechać gdzieś gdzie nie mogłabym już nikomu zrobić krzywdy w ten, czy inny sposób? Ehh... Głupi pomysł, narobiłam bym jeszcze więcej zamieszania. Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Ktoś je uchylił i zobaczyłam osobę,  której wyczekiwałam. Harry wreszcie mnie odwiedził. Na mojej twarzy od razu zagościł banan.
 - Hej. Jak się czujesz? - zaczął.
 - Jest dobrze, jutro wychodzę. Przyjedziesz po mnie? - spytałam.
 - Jasne, o której?
 - Około jedenastej. Już powinnam dostać wypis. - odrzekłam. - Jak tam w domu? Co między tobą, a Louisem? - chłopak posmutniał.
 - też chciał bym wiedzieć. Głównie ode mnie zależy to jak dalej potoczą się losy "dwójki najlepszych przyjaciół z zespołu". - odpowiedział loczek.
 - A co mówi ci serce?
 - Żebym postarał się mu wybaczyć, bo był ze mną zawsze. Wtedy kiedy było dobrze i wtedy kiedy było źle. Jest moim przyjacielem, ale to będzie ciężkie...- zakończył.
 - Pogadaj z nim jak wrócisz i zadzwoń do mnie potem. Chce wiedzieć jak wygląda sytuacja między wami.- powiedziałam, złapałam go za rękę i obdarzyłam go szczerym uśmiechem.
 - Dzięki. Jak tam sytuacja między tobą, a Niallem? - zagaił.
 - Cóż... Podobnie jak między tobą a Louisem. Brat był i chyba nadal jest... jak najlepszy przyjaciel. Ciężko mu wybaczyć to wszystko, ale stara się, okazuje skruchę i ja potrafię to dostrzec. Nie jestem jakimś potworem bez uczuć.

-----------------------------------------------------------------------------------
Hej;* Ten rozdział to taka cisza przed burzą. Jest nudny, ale następny będzie duużo bardziej ciekawy. Obiecuję wam. Staram się na razie nadrabiać rozdziały waszych blogów, niektóre skomentowałam, ale większości jeszcze nie. Nie niecierpliwcie się, niedługo na pewno dogonię akcję w waszych rozdziałach.

niedziela, 10 marca 2013

Trzynaście

"Jessica"
Harry wyszedł, a ja nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić... Już po obchodzie. Sama leżę w dość sporej sali i nie mam tutaj nawet telewizora. Żebym chociaż mogła posłuchać radia, ale nawet jego tutaj nie było. Dobrze by było gdyby ktoś leżał i nudził się tutaj razem ze mną. Mogłaby chociaż przyjść jakaś pielęgniarka. Oddałabym prawie wszystko za jeszcze chwilę rozmowy z Harrym. Był na serio dobrym przyjacielem. Pomógł mi i mnie pocieszył.Gdyby nie on, teraz pewnie wszyscy by organizowali pogrzeb. Doszłam do wniosku, że byłam głupsza niż myślałam. Chciałam się zabić przez jakiegoś głupiego faceta! Koniec z tym. Już nigdy więcej. Teraz będę szaleć, stanę się zimną suką, która będzie łamać serca, ale już nigdy sama złamanego serca mieć nie będzie.

"Harry"
Wysiedliśmy z autobusu. Gdy doszliśmy już do mojego domu, otworzyłem dziewczynie drzwi i gestem dłoni zaprosiłem ją do środka. Weszła i zaczęła się rozglądać. Pokierowałem ją  do salonu. Ronnie usiadła w jednym z foteli, a ja na sofie.
 - Chcesz może coś do picia? - spytałem. - Sok, cola, woda, herbata, kawa, wódka?
 - Hmm... Co to było to ostatnie? - spytała retorycznie.
 - Wódka?
Wbiegł Zayn.
 - Pijemy dzisiaj? Nie wiedziałem! - wykrzyknął.
Pobiegł do kuchni i przyniósł wódkę, szampana i po trzy kieliszki. Polał nam i zaczęliśmy pić. 

(Trzy godziny później)
 - Dajesz Ronnie! Ściągaj! - krzyczał Zayn do dziewczyny, która robiła przed nim striptiz.
Veronica miała już na sobie tylko bieliznę. Czułem, że robię coś złego, ale nie wiedziałem co. Straciłem świadomość. Zapomniałem kompletnie o Jess, która leży teraz w szpitalu, o uczuciu jakim ją darzę. Myślałem teraz tylko o tym, że chcę znaleźć się sam na sam z dziewczyną, która tańczy nago na stole.Podszedłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Chciałem wejść po schodach na górę, ale zatoczyłem się i upadłem. Na mnie leżała Ronnie. Spojrzałem jej w oczy i zobaczyłem coś dziwnego. Musiała być to wina alkoholu, ale w pewnym momencie zamiast twarzy Veronici zobaczyłem kogoś innego. Śliczną blondynkę o niebieskich oczach i delikatnych rysach. Zrzuciłem z siebie dziewczynę i usiadłem pod ścianą. Nie mogłem sobie przypomnieć kto to jest, ale wiedziałem, że dużo dla mnie znaczy. Veronica znów się do mnie zbliżyła i zaczęła mnie całować.Odepchnąłem ją i wstałem chwiejnym krokiem. Na czworaka wszedłem po schodach i skierowałem się w stronę jednego z pokoi. Gdy już byłem w środku przypomniałem se niektóre szczegóły. Ten pokój należał do owej ślicznej blondynki, którą ujrzałem kilka minut temu. Ciągle nie mogłem sobie przypomnieć jej imienia. Wiedziałem tylko, że cholernie mi na niej zależy. Położyłem się na sporym łóżku. Przeszkadzały mi porozwalane na nim kosmetyki i różne inne rzeczy. Nikt tutaj nie posprzątał. Zrobię to jutro. Z dołu wciąż słyszałem muzykę i śmiechy. Nie przeszkadzało mi to. Bardzo szybko zasnąłem. Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy. Wczorajszy wieczór pamiętałem jak przez mgłę. Migały mi w głowie pojedyncze obrazy, ale nic konkretnego. Jakaś dziewczyna, pełno alkoholu i nic poza tym. Wstałem powoli z łóżka. Potwornie chciało mi się pić. Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem "dróżkę" z męskich ubrań prowadzącą do pokoju Zayna.Z czystej ciekawości podążyłem ową dróżką i otworzyłem drzwi pokoju mojego przyjaciela. Leżał w łóżku z jakąś dziewczyną. Chyba Ronnie. Spali, ale wyglądali okropnie. Potargane włosy i schlane mordy. Zamknąłem pokój i zszedłem po schodach na dół. W głowie wciąż mi szumiało. W kuchni zastałem Liama i Niall'a. 
 - Co wy tutaj robiliście wczoraj wieczorem? - spytał Liam.
 - Nie do końca pamiętam, ale była tu Ronnie i teraz śpi z Zaynem, ja mam kaca i chce mi się pić. - odpowiedziałem.
 - Okay, a co mam powiedzieć mojej siostrze, gdy spyta czy Harry przyjedzie? - odezwał się blondyn.
 - Zacznijmy od tego, że nie wiadomo czy będzie chciała z tobą gadać, a jeśli tak, to powiedz jej, że wieczorem będę.
Wyjąłem z lodówki butelkę wody i zrobiłem sobie jajecznicę. Włączyłem telewizor. Oglądając wiadomości trafiłem na moment, w którym rozmawiano na temat zgarnięcia mnie i Louisa przez policję.
 - Dwoje jak dotąd najlepszych przyjaciół wszczęło bójkę przed swoim domem. Prawdopodobnie poszło o siostrę jednego z gwiazdorów - Jessicę Horan. - powiedziała prezenterka, a na ekranie zaprezentowane zostało zdjęcie Jessici. - Młoda dziewczyna musiała zawrócić w głowie obu chłopcom. Najistotniejsze pytanie to: Czy ona robi to świadomie? - dokończyła, a ja wyłączyłem program.
Nie chcę słuchać żadnych obelg na temat Jess. Minęła jedna godzina, druga i trzecia. W głowie jeszcze mi trochę huczało.Postanowiłem wziąć prysznic i się przebrać. Poszedłem na górę i wszedłem  do łazienki. Ahh... zimny prysznic dobrze mi zrobił i Jessica może nawet nie zauważy tego, że wczoraj piłem.

--------------------------------------------------------------------------
Proszę. Jest obiecany dzisiaj przeze mnie rozdział, ale nie jest aż tak dobry jak chciałam, a do tego krótki. Nie miałam weny. Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny, ale mam nadzieję, że jak najszybciej. Uwielbiam was i dziękuję za to, ze jesteście.

Ja+ Info

Hej ;* Niedawno umieściłam ankietę na której zaznaczaliście czy chcecie mnie zobaczyć, czy może nie. Większość z was odpowiedziała, że tak, więc zamieszczam moje zdjęcie.










Info:
Jeśli chodzi o kolejny rozdział... Bardzo was przepraszam, że nie było go tyle czasu. Dzisiaj powinien się pojawić, ale ostrzegam, że nie będzie on najlepszy.  Bardzo dziękuję wam za miłe komentarze i przepraszam, że nie komentuję waszych blogów. Mam na wszystko bardzo mało czasu. Teraz postaram się zrehabilitować. Zacznę regularnie czytać wasze blogi, komentować je i dodawać rozdziały. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia to piszcie. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne.

piątek, 15 lutego 2013

Dwanaście

W szpitalu w razie czego zastali Niall, Liam i Zayn. Obiecali, że gdy Jess się obudzi to zadzwonią. Ja byłem już w drodze do domu. Bardzo jestem ciekaw co  robi teraz Louis i czy Eleanor wiedziała o przekręcie jego i Niall'a. Gdy wrócę do domu buźka mojego przyjaciela już raczej nie będzie aż tak śliczna. Wjeżdżając na podjazd przy domu zobaczyłem, że Lou i Eleanor się gdzieś wybierają. O nie! Muszę go jeszcze teraz dopaść. Zgasiłem silnik i wyskoczyłem z wozu. Podbiegłem do faceta i jeszcze raz uderzyłem go z pięści.
 - Za co to do cholery jasnej?! - spytał wkurzony Louis.
 - A co? Nie widziałeś karetki przed naszym domem? Nie byłeś może przypadkiem w łazience Jessie? Nie widziałeś w jakim była stanie po usłyszeniu waszej rozmowy? - spytałem retorycznie.
 - A ty co? Wziąłeś sobie za punkt honoru odstawienie rycerza w złotej zbroi? Nie moja wina, że była na tyle głupia żeby zrobić coś takiego.
 - A więc to ona była głupia? Jesteś jednak pewny, że nie ty i jej brat, gdy wymyślaliście ten pieprzony podstęp?
 - Louis, o co tutaj chodzi? - włączyła się lekko wystraszona El.
 - O nic. - odpowiedział krótko swojej dziewczynie.
 - Oj, ja ci powiem o co chodzi Eleanor. Więc twój cudowny chłopak przez cały czas w Irlandii rozkochiwał w sobie siostrę Niall'a. Ale to był oczywiście podstęp tej dwójki. Louis zranił tej dziewczynie serce tak mocno, że wylądowała w szpitalu! - wyjaśniłem.
 - Jak mogłeś mi to zrobić Harry?! - powiedział Louis, podszedł do mnie i przywalił mi z pięści w twarz.
Nie pozostawałem mu dłużny. oddawałem za każdym razem. Zaczęliśmy się szarpać, okładać pięściami. El bez przerwy krzyczała żebyśmy przestali. W końcu się chyba na serio wkurzyła i musiała zadzwonić na policję.Teraz ja ze strużką krwi cieknącej z nosa i Louis z podbitym okiem zostaliśmy "wpakowani" do radiowozu. Zawieziono nas na komendę policji i zebrano zeznania. Dostaliśmy oboje po dobie aresztu, a to i tak najmniej surowa kara jaką mogli nam wymierzyć. Zostaliśmy umieszczeni w dwóch osobnych celach, ale obok siebie. Mogliśmy spokojnie posyłać w swoją stronę różne docinki, ale jakoś się powstrzymywaliśmy. Około 19:00 przyszedł jeden z policjantów.
 - Jesteście wolni. Ktoś wpłacił za was kaucję. - powiedział potężny mężczyzna z wąsami.
Zostaliśmy wyprowadzeni, a czekał na nas nie kto inny jak Niall.
 - Dzięki. - burknąłem i wyszedłem za drzwi. Do szpitala było stąd nie daleko. Nie czekając na chłopaków poszedłem prosto do Jess. Chciałem sprawdzić jak się czuje. Szedłem nie więcej niż piętnaście minut. Wchodząc do wielkiego budynku minąłem się z Zaynem.
 - Idziesz do Jessici?
 - Tak, ja ona się czuje? - spytałem przyjaciela.
 - Wybudziła się z pół godziny temu. Właśnie miałem jechać do domu, żeby ci powiedzieć. - odpowiedział mulat. - Tak właściwie to skoro tu jesteś to poproś jeszcze żeby ci nastawili nos. Chyba Lou ci go złamał.- powiedział Zayn i wyszedł.
Zrobiłem tak jak poradził. Najpierw poszedłem do lekarza. To chyba prawda, że głupi ma szczęście, bo obejrzeć mój nos przyszedł doktor, który zajmuje się Jessicą.  Trzeba było mi opatrzyć i nastawić nos. Rzeczywiście był złamany. Ale nie było to aż tak złośliwe złamanie i dało się nastawić mój nos w zupełną chwilkę. Po tym całym przedstawieniu spytałem o Jess.
 - Cóż. Dziewczyna czuję się już lepiej i niedawno się obudziła. Może pan do niej wejść, ale tylko na chwilkę. Nie może się denerwować i przemęczać. - odpowiedział mi miły lekarz.
 - Dziękuję.
Od razu udałem się do sali w której leżała dziewczyna. 312, 314.. jest! Sala numer 316. Drzwi były lekko uchylone. Zajrzałem przez nie do środka. Jessica miała głowę odwróconą w stronę okna i wyglądała na smutną. Stałem tak jeszcze przez krótką chwilę i zastanawiałem się czy na pewno wejść.
 - Po prostu podejdź, nakrzycz na mnie i będę miała to z głowy. - powiedziała Jess, ale jej głowa wciąż skierowana była w stronę okna.
 - Jak ty...
 - Odbijasz się w szybie, Harry. - powiedziała i dałbym uciąć sobie rękę, że się lekko uśmiechnęła.
 - To wszystko wyjaśnia. - odpowiedziałem jej. - Nie mam zamiaru na ciebie krzyczeć. Chcę ci ci tylko coś powiedzieć, dobrze? - w odpowiedzi pokiwała głową.
Usiadłem na krześle, które stało obok jej łóżka i złapałem ją za rękę. Nie zabrała jej.
 - Na początek powiedz mi dlaczego to zrobiłaś? - zacząłem.
 - Bo myślę, że to musi być dowód na to, że takiej dziewczyny jak ja nie można pokochać. Najpierw Dean, teraz Louis. Żaden z nich nie kochał mnie szczerze. Za każdym razem był to jakiś przekręt. Miałam tego dość. Nie chciałam żeby ktokolwiek, kiedykolwiek mnie jeszcze ranił. To na serio bardzo boli. - odpowiedziała i po jej policzku spłynęła łza.Od razu ją otarłem. Nie chciałem znowu patrzeć na jej łzy.
 - To wcale nie jest tak, że nikt cię nie kocha. - powiedziałem jej. - Jesteś piękna, zabawna i niesamowita. Jest pewnie masa facetów, którzy chcieliby teraz być z tobą. Nie załamuj się z powodu Louis'a. Jest głupi. Ulega każdemu wpływowi. Nie mówię, że masz ich nienawidzić. Niall cię kocha. Jesteś jego siostrą. Na pewno mu na tobie zależy.
 - Dzięki Harry, ja...
 - Proszę wyjść. Koniec odwiedzin. Można przyjść jutro. - powiedziała niska pielęgniarka.
Posłusznie wstałem, ale przed wyjściem pocałowałem Jess jeszcze w czoło.
 - Do zobaczenia. - powiedziałem.
Wychodząc natknąłem się na pięć moich fanek. Każda chciała mój autograf i zdjęcie ze mną. Pierwszy raz w życiu nie miałem na to ochoty. Mimo mojego braku chęci zrobiłem to o co mnie prosiły. Musiałem niestety pojechać autobusem. Przecież przyszedłem tu na piechotę prosto z komisariatu...W autobusie sytuacja się powtarza. Rozdałem parę autografów, zrobiłem se z fankami kilka zdjęć i usiadłem znów  na swoim miejscu. Jeden przystanek, drugi... na trzecim dosiadła się do mnie jakaś dziewczyna. Na oko siedemnaście lat, brunetka, miała duże brązowe oczy i słuchawki w uszach. Wydawało się, ze nie zwróciła najmniejszej uwagi na to obok kogo siada. Przy czwartym przystanku zdjęła słuchawki i myślałem, że od razu się zacznie.
 - Cześć - powiedziała nieznajoma. - Ty jesteś Harry? - spytała.
 - Tak , chcesz autograf czy coś? - spytałem od niechcenia.
 - Już sobie tak nie pochlebiaj. Nie jestem fanką waszego zespołu, ale rozpoznaję takie osoby. - powiedziała i się uśmiechnęła. - Jestem Ronnie.
 - Aha, czyli Veronica? Ładnie. Gdzie mieszkasz? - zapytałem.
 - Jeszcze dwa przystanki i będę pod domem. - odpowiedziała.
 - Wiesz, że ja też? Może do nas wpadniesz? - - zaproponowałem.
 - Bardzo chętnie.

-------------------------------------------------------------------------------
Hej ;) Jest wreszcie nowy rozdział. Jak zauważyliście, pojawiła się nowa postać. Powiem wam tylko tyle, że będzie miała ona wpływ na wydarzenia, które nastąpią w następnych rozdziałach. Dziękuję wam za to, że jesteście i, że chcecie czytać to co piszę ;*

poniedziałek, 11 lutego 2013

Info

Hej;) Przepraszam, że nie opublikowałam jeszcze rozdziału. Niestety po chorobie mam dużo do nadganiania w szkole i ciągle nie mam czasu na dokończenie rozdziału. Jednak postaram się napisać go do końca tego tygodnia. Poza tym dziękuję wam za miłe komentarze. Motywujecie mnie do dalszego pisania. Bardzo was proszę, jeśli coś wam się nie podoba, napiszcie o tym na mój e-mail lub twitter. Jeśli chcecie, możecie pisać na :
snooki1999@interia.pl
lub twitter:
@SweetheartRoxii

Jeśli chcecie to pytajcie mnie na Asku:

http://ask.fm/RoxiSweetheart

Dziękuję ;***

niedziela, 3 lutego 2013

Jedenaście

"Harry"
Leżałem na łóżku w swoim pokoju i odbijałem piłkę o sufit. Nie miałem kompletnie co robić. Z pokoju obok słyszałem dość głośną wymianę zdań. Był tam chyba Lou i Niall.O coś się kłócili, ale o co? Wytężyłem trochę swój słuch i już wiedziałem o co chodzi. Byłem wstrząśnięty. Lou nie jest zakochany w Jess? To trochę dziwne, myślałem, że specjalnie dla niej zerwał z Eleanor. Chyba kłamał. Z tej rozmowy można wywnioskować, że była to tylko "przysługa" oddana Niallowi. Wstałam z wygodnego łóżka, otworzyłem drzwi i wyjrzałem na hol. Dostrzegłem zapłakaną i załamaną Jess, która właśnie podnosiła się spod drzwi pokoju jednego z moich przyjaciół i już zmierzała do swojej sypialni. Nie wiedziałem co zamierza zrobić. Pomyślałem sobie tylko, że muszę jej pomóc. Pocieszyć ją, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ruszyłem za nią. Zatrzymałem się przed jej pokojem i usłyszałem dość głośnie szlochanie przeplatane z muzyką. Zacząłem pukać do drzwi. Nie odpowiadała mi. Nie pozwoliła mi wejść, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Otworzyłem powoli drzwi i zajrzałem do środka. Wszędzie porozrzucane były kosmetyki i inne rzeczy, które wcześniej znajdowały się pewnie w kosmetyczce dziewczyny. W sypialni jej nie było. Zauważyłem, że drzwi od łazienki są delikatnie uchylone. To tam musiała być, ale co ona głupiego znów zrobiła w rozpaczy? Teraz już nie słyszałem żadnego dźwięku. Żadnego poza coraz cichszym graniem muzyki. Utwór się kończył, a ja jak najszybciej pobiegłem do miejsca w którym musiała się znajdować Jessica. To co zobaczyłem mogło nieźle wystraszyć. Osiemnastolatka leżała na ziemi w małej kałuży krwi. Swojej własnej krwi, która ciekła z jej nadgarstków. Gdy traciła przytomność z jej ręki musiała wypaść żyletka. To nią sobie to wszystko zrobiła. Moja reakcja była szybka. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wystukałem numer na pogotowie. Po tym wybiegłem z pokoju i pobiegłem do Louisa i Nialla. Jeden znich siedział już w swoim pokoju, gdzie przytulał się z Eleanor. Wszedłem tak jak gdyby nigdy nic i przywaliłem mu z pięści w twarz.
 - Dziękuję, cześć Eleanor. - powiedziałem i wyszedłem.
Teraz zmierzałem do pokoju drugiego z chłopaków. Powtórzyłem czynność, ale Niall jakoś na to zareagował.
 - Za co to? - spytał zdezorientowany, zatrzymując krwotok z nosa.
 - Chcesz zobaczyć? - spytałem. - No to proszę za mną.- powiedziałem wściekły i wyszedłem z pokoju.
Zmierzałem już do sypialni Jess. Nie oglądałem się nawet za siebie, bo słyszałem ciężkie kroki Niall'a. Otworzyłem drzwi od łazienki i moim oczom znów ukazał się ten makabryczny widok. Piękna dziewczyna z rozmazanym przez słone łzy makijażem, w kałuży swojej własnej krwi z pociętymi nadgarstkami. Spojrzałem na Niall'a. Osunął się na podłogę obok swojej siostry i zaczął płakać. Mruczał pod nosem "Nie, nie. Dlaczego ona to zrobiła?" . Chciałem mu odpowiedzieć, ale usłyszałem nadjeżdżającą karetkę. Szybko się uwinęli. Zbiegłem po schodach na dół i wpuściłem czterech mężczyzn do środka. Poprowadziłem ich z powrotem do miejsca w którym Jessica chciała odebrać sobie życie.Wzięli ją na nosze i zanieśli do karetki. Ja i Niall szliśmy za nimi, a zszokowany Louis nadal stał w drzwiach.
 - Panowie to rodzina? - spytał jeden z funkcjonariuszy, a my obaj pokiwaliśmy głową. Wiem, że nie jestem jej rodziną, ale ona jest dla mnie BARDZO ważna. Wsiedliśmy do wozu i odjechaliśmy. Z Jessicą musiało być bardzo źle. Karetka jechała na sygnale. Byłem całkiem wyłączony. Wszystkie emocje, które zawitały w domu musiały tam zostać. Gniew zelżał. Niall najwidoczniej nie wiedział co może zrobić jego siostra. Nie wiedział, że może chcieć się zabić. Najbardziej zdziwiło mnie jednak zachowanie Lou. Nigdy nie myślałem o tym, że mój najlepszy przyjaciel może zrobić coś takiego. Przyczynić się do zranienia tak cudownej dziewczyny jaką była Jess. Gdy już dojechaliśmy do szpitala dziewczynę zabrali do jednej z białych sal. Nam kazali czekać na korytarzu. Po pół godziny z sali wyszedł niski mężczyzna z resztką siwych włosów i krzaczastymi wąsiskami.
 - A więc... Dziewczyna straciła dużo krwi i połknęła sporą ilość jakiś tabletek. Robimy jej teraz płukanie żołądka. Niedługo powinna się też przebudzić. Za dwa lub trzy dni jeśli wszystko będzie dobrze możemy ją wypisać do domu. I jeśli jeszcze raz nastąpi podobna sytuacja zalecałbym leczenie.
 - Dziękujemy. - powiedział blondyn i znów opadł na krzesło obok mnie.
- Jesteś zadowolony? Zraniłeś swoją siostrę tak mocno, że nie wiem czy teraz będzie zdolna ci wybaczyć. Jak wy w ogóle mogliście zrobić coś takiego? - spytałem.
 - Nie wiedziałem, że to się tak skończy, myślałem, że Jess jest bardziej wytrwała, że jeszcze nie zakochała się w Lou i, że to nie będzie dla niej tak bolesne. Nie chciałem tego. - powiedział i posmutniał jeszcze bardziej. Teraz po jego twarzy znów spływały słone łzy.
Siedzieliśmy tak jeszcze kilka godzin. Przez ten czas zdążyli przyjechać Liam z Zaynem. Wyjaśniłem im co się dzieje. Od razu im ulżyło, gdy dowiedzieli się, że Jess niedługo wyjdzie ze szpitala. Ja za to byłem jeszcze bardziej wkurzony na Louisa. Gdy wrócę do domu facet będzie żałował, że w ogóle przyszedł na ten świat.

--------------------------------------------------------------------------------
Hej;) Sorki, że taki krótki, następny na pewno będzie dłuższy. Dzisiaj nie miałam na nic siły. Jestem chora i nic mi się nie chce:( Kto z was ma jeszcze ferie, a kto chodzi do szkoły? Za tydzień powiniem pojawić się następny rozdział. Dziekuje tez za wszystkie miłe komentarze, dzięki wam mam motywację do pisania.

czwartek, 31 stycznia 2013

Liebster Awards

Hej ;) Znowu zostałam nominowana do Liebster Awards. Bardzo się z tego powodu cieszę. Tym razem nominowała mnie:
http://what-do-you-call-tomorrow-without-you.blogspot.com/
Dzięki, masz duży talent :)

Teraz odpowiem na zadane pytania:
1. Jak się nazywasz?
Więc mam na imię Roksana, a nazwisko po tatusiu :)
2. Jakie jest twoje największe marzenie?
Spotkać 1D, wyjechać do Londynu i sprawić jakoś żeby chłopak, który mi się podoba wreszcie do mnie zagadał.
3.Jakie blogi czytasz najczęściej?
Te o 1D :)
4.Ulubiony film?
Hmm... Nie mam ulubionego filmu. Lubię baaardzo dużo filmów, ale żadnego nie faworyzuję, nie chcę żeby inne filmy poczuły się urażone xD
5. Ulubiona książka?
Tak jak z filmem :)
6. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
Londyn, Nowy Jork, Los Angeles.
7. Jaki jest twój ulubiony wykonawca muzyczny?
Cóż.... Dużo tego, mam bardzo zróżnicowany gust muzyczny lubię: One Direction, Cher Lloyd, Nickelback, Linkin Park, Nirvane, Evanescence i Taylor Swift, ale ulubionego nie mam.
8. Lato, czy zima?
Oczywiście, że lato!
9. Od ilu miesięcy/lat piszesz bloga?
O ile się nie mylę to tego bloga piszę od września :)
10. Co skłoniło cię do pisania bloga o takiej tematyce?
Miłość do zespołu One Direction i pomysł, który musiałam jakoś wykorzystać.
11.  Jesteś pesymistką, czy optymistką?
Chyba optymistką.

Już niestety nie mam kogo nominować, bo już dawno temu to zrobiłam :) Nie mam czasuna razie szukać nowych blogów do nominacji, ale jeśli ktoś chce, to możne odpowiedzieć na te pytania :)

1) Ile masz lat?
2) Czy lubisz 1D i dlaczego?
3) Twój ulubiony przedmiot w szkole to...?
4) Jak ma na imię twoja najlepsza przyjaciółka?
5)Jakiej piosnki ostatnio słuchałaś?
6) Masz chłopaka?
7) Co myślisz o Harrym Potterze?
8) W jakim kraju chciałabyś się urodzić, jeśli nie byłaby to Polska?
9) Byłaś kiedykolwiek za granicą? Jeśli tak to gdzie?
10) Co skłoniło cię do zaczęcia prowadzenia bloga?
11) W jaki sposób natrafiłaś na mojego bloga?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Dziesięć

"Jessica"
Rano obudziłam się w jednym z pokoi obok Louisa. No tak... Przecież wynajęliśmy pokoje, bo pod wpływem alkoholu nie można prowadzić.Spojrzałam znowu na Lou. Był taki słodki kiedy spał. Musiałam zacząć go powoli budzić. Przecież dzisiaj wylatujemy.
- Louis, wstawaj. - powiedziałam do niego i go szturchnęłam. - Lou, wstawaj.
- Jeszcze pięć minutek. Dzisiaj chcę tylko tego. Ale mnie boli głowa. - pomrukiwał.
- Mam to gdzieś. Dzisiaj przecież wylatujemy. Ja teraz idę wziąć prysznic, a ty postaraj się stąd wygrzebać. - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i pobiegłam z ubraniami do łazienki.Tak jak powiedziałam Louisowi, wzięłam szybki prysznic. Potem związałam włosy w koński ogon i założyłam ubrania, które wczoraj przed wyjazdem spakowałam sobie do torby. Na koniec nałożyłam delikatny make-up i wyszłam z tej oazy spokoju. Nigdzie nie widziałam Louisa. Gdzie on do jasnej cholery polazł?! Podeszłam do dużego dwuosobowego łóżka. Rozejrzałam się po pokoju. Nigdzie nie było tego głupka. Nagle ktoś lub dwa ktosie pociągnęły mnie za kostki. Walnęłam na podłogę i zostałam wciągnięta pod łóżko. Chyba było oczywiste kogo tam zobaczyłam. Louis i Harry siedzieli pod łóżkiem i śmiali się. Miałam ochotę im przywalić.
 - Co wy tutaj robicie, idioci?!- wydarłam się na nich.
 - Bawimy się? - spytał nie pewnie Harry
 - A tak na serio to czekamy aż wejdzie tutaj Liam. Stanie przy łóżku tak jak ty i jego też wciągniemy. - poprawił Louis.
 - A pomyśleliście może, że po tym upadku boli mnie teraz dupa? - spytałam retorycznie.
 - Mam pocałować? Może przejdzie. - zażartował Harry, a Lou zrobił taką minę jakby chciał go zabić.
 - Hmm... Może pomogę wam go tutaj zaciągnąć...? - spytałam, a oni tylko pokiwali głową.
Czekaliśmy tak kilka minut. W końcu ktoś wszedł do pokoju i stanął przy łóżku. Wychyliłam lekko głowę żeby sprawdzić kto to. Rzeczywiście, to był Liam. Kiwnęłam głową do chłopaków i złapaliśmy go za kostki. Krzyknął, wywalił się i zaczęliśmy wciągać go pod łóżko. Niestety, nie dawał się tak łatwo jak ja. Krzyczał przez chwilę przerażony, a potem już chyba nie miał siły się bronić. Gdy wciągnęliśmy go do siebie zrobił minę mówiącą - WTF?, a to mnie rozśmieszyła tak bardzo, że parsknęłam śmiechem.
 - Niespodzianka!- krzyknęłam i zaczęłam turlać się pod łóżkiem.
 - Jej już przy nas zaczęło kompletnie odbijać. - stwierdził Harry.
 - Noo... - potwierdzili razem Lou i Liam.
Wyszłam szybko spod łóżka i położyłam się na nim. Za kilka minut pewnie Zayn lub... Niall wpadną tutaj i każą nam się pospieszyć.Nie myliłam się. Nawet nie zdążyłam przymknąć powiek, a Zayn wpadł do pokoju i kazał nam się zbierać.Całe szczęście, że spakowałam wszystkich dzień wcześniej. Powinni mi być wdzięczni, bo dzięki mnie nie spóźnimy się na samolot. Drogę do domu wszyscy przebyliśmy w milczeniu. W samochodzie panowała dziwna, dość sztywna atmosfera. Gdy już (dzięki Bogu) dojechaliśmy do domu, to szybko zabraliśmy swoje wszystkie bagaże i wpakowaliśmy je do podstawionego samochodu. Tak jak obiecałam rodzicom, zamknęłam drzwi i zaniosłam klucz do państwa Sims.Akurat zdążyliśmy na lotnisko. Zatkało mnie, gdy zobaczyłam samolot, którym mieliśmy lecieć. Każdy domyśla się pewnie, że był to samolot prywatny.
 - Co tak stoisz? - spytał Harry, z bananem na twarzy.
 - Aaa, no wiesz, tak sobie patrzę na ten wielki samolot. - odpowiedziałam niby obojętnie i podążałam już schodami prosto do tego wielkiego, metalowego "ptaka". W środku był prawie jak pałac. Wielki i luksusowy. Gdy tylko weszłam do środka (zaraz po zachwycaniu się) skoczyłam na sofę. Byłam koszmarnie zmęczona. Zasnęłam chwilkę po tym jak wylecieliśmy.
(Kilka godzin później)
Ktoś szturchał mnie w ramię.
 - Jeszcze chwila, mamo... - bąknęłam.
Usłyszałam tylko, że ktoś się na chwilkę oddala, a potem wraca. Gdy nic się nie działo myślałam, że wreszcie dadzą mi spokój i wreszcie się wyśpię. Szkoda, że się przeliczyłam. Poczułam mocne ukłucie w ramię. Podskoczyłam jak poparzona i usiadłam prosto. Już się rozbudziłam. Rozejrzałam się dokoła. Przede mną stał Zayn z cyrklem w ręku. Znalazłam sprawcę mojego bólu.
 - Ty idioto! - krzyknęłam na niego. - Nie mogę już się nawet wyspać?
 - Nie, bo właśnie lądujemy.
Podskoczyłam do okna. Londyn... ale tutaj pięknie. I do tego tak magicznie.
 - Masz zamiar odessać się od tej szyby? - spytał Niall obojętnym tonem.
Zatkało mnie. Po raz pierwszy od wczoraj się do mnie odezwał. Nie chciał ze mną gadać nawet wtedy, gdy siedzieliśmy w samochodzie. Wygląda na obrażonego, albo może nawet zawiedzionego... Zrobiło mi się tak dziwnie. Gorąco i czułam bardzo nie miły ucisk w żołądku. To chyba wyrzuty sumienia. Ale od czego? Od tego, że całuję się z Louisem? Od tego, że po prostu się zakochałam? Takie właśnie przemyślenia towarzyszyły mi przez całą drogę do nowego domu. Jakby mi jeszcze nie było mało to Louis też się do mnie nie odzywał. Co tym facetom dzisiaj jest?! O co im chodzi? Co ja im zrobiłam?
(Godzinę później)
Właśnie skończyłam się rozpakowywać. Dostałam duży pokój z własną łazienką. Był śliczny. Nie wiedziałam tylko po co mi takie ogromne łóżko. Będę czuła się w nim samotna. Wyszłam z mojego nowego królestwa żeby rozejrzeć się jeszcze po domu i zapoznać się z nim. Gdy przechodziłam obok pokoju mojego brata usłyszałam kłótnię. To on i Louis. Przyłożyłam ucho do drzwi i zaczęłam podsłuchiwać. Wiem, że to nie ładnie, ale byłam cholernie ciekawa o co im poszło.
 - Miałeś tylko sprawić, żeby zgodziła się tutaj przyjechać, a nie całować ją bez przerwy. To moja siostra. - powiedział wzburzony Niall, a ja nie rozumiałam o co chodzi.
 - Sprowadziłem ją tutaj i przysięgam ci, że nic nie czuję do Jess. Jest dla mnie jak koleżanka. Mam Eleanor i tylko ją kocham! Nie twoją siostrę. Całowałem ją tylko po to żeby uwierzyła w moje pseudo uczucia. - odpowiedział mu Louis, a we mnie coś pękło. To chyba serce. Tak, pękło na malutkie kawałeczki. Czułam jak po policzkach spływają mi słone łzy, a i tak nie mogłam się oderwać od tych przeklętych drzwi, za którymi zapewniano mnie, że nie można kochać kogoś takiego jak ja. Teraz siedziałam już na podłodze i popłakiwałam cichutko. Podniosłam się szybko, gdy usłyszałam, że ktoś zmierza w stronę drzwi. Pobiegłam do mojego nowego pokoju i zaczęłam przeszukiwać kosmetyczkę. Wywalałam z niej wszystko tak długo aż nie znalazłam tego czego szukałam. Udałam się do łazienki i zaczęłam działać. Jedno głębokie cięcie, drugie, trzecie. Na około już rozlewała się krew, ale ja nie czułam bólu. Zrobiło mi się lepiej. To tak jakby z krwią uciekał i ból połączony z rozczarowaniem. Boł sprawiony tym co przed chwilą usłyszałam i rozczarowanie tym, że wcale nie jestem warta kochania.

-----------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nabazgrałam ten rozdział. Było dość ciężko, ale coś jest. Poza tym to jak mijają ferie tym, którzy je mają? U mnie jest okay. Mam zaplanowane pewne wypady.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Dziewięć

Za każdym razem gdy Lou próbował się do mnie zbliżyć ja się odsuwałam. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Zakochałam się w nim. Przyznaję bez bicia. Chcę z nim być i to bardzo, ale nie widzę dla tego związku przyszłości skoro on mi nie ufa. Serce mówiło mi "Zostań, Jessica!" a rozum mówił "Zostaw go! Nie ufa ci, to nie ma najmniejszego sensu!". Chyba mimo wszystko posłucham serca. Nie mogłabym od niego odejść. Przecież to pierwsza nasza kłótnia.
 - Skarbie, ja przepraszam. - powiedział i znowu próbował mnie przytulić. Tym razem się nie opierałam.
 - Czemu pomyślałeś, że coś mnie z nim łączy? - spytałam.
 - Nie wiem. Wyglądałaś tak jakbyś czuła do niego coś więcej. Jakby nie był tylko "kolegą".
 - Bo nie jest. Drake był moim najlepszym przyjacielem, ale się wyprowadził.Dzisiaj zobaczyłam go pierwszy raz od kilku lat... Moje zachowanie było zupełnie normalne. - powiedziałam.
 - Już ci wierzę. - powiedział i zbliżył swoje usta do moich.
Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak, ale ja chciałam więcej.Zaczęliśmy się całować coraz namiętnej, a nasze języki wykonywały już taniec... miłości? Chyba tak... Nagle drzwi odtworzył nie kto inny jak mój brat. Niall miał bardzo dziwną minę. Jego twarz zmieniała kolory z prędkością światła. Ze zwykłego naturalnego koloru stała się różowa, potem purpurowa i na koniec czerwona. Wiedziałam, że zaraz wybuchnie więc chcąc tego uniknąć wybiegłam z tej  łazienki. Zbiegłam po schodach na dół i wbiegłam do jednej z sal. Liczyłam na to, że już dzisiaj mnie nie znajdzie. Przez przypadek wpadłam na Liama.
 - Szukaliśmy cię. Wiesz? - powiedział.
 - Tak, Niall mnie znalazł i Lou przy okazji też. - odpowiedziałam sucho.
 - Czemu płakałaś?- spytał
 - A czy to ważne? Masz przecież swoje problemy! Dlaczego interesujesz się moimi?
 - Mi możesz zaufać. Chodź. Wyjdziemy na zewnątrz i mi wszystko opowiesz, okay? - spytał.
 - Dobrze.
Przedarliśmy się przez tłum, który zmierzał już na dziedziniec i wyszliśmy przed pałacyk w którym odbywała się impreza. Przed rozpoczęciem rozmowy z Liamem wyjęłam jednego papierosa i go odpaliłam. Nie obchodziło mnie już to, że może coś powiedzieć Niallowi. Musiałam się po prostu odstresować.
 - Kojarzysz chłopaka, którego przytuliłam z pół godziny temu? - Li tylko pokiwał głową. - Louis to widział i myślał, że coś mnie z nim łączy. Chciałam mu to wyjaśnić. Tak na spokojnie. Poszliśmy do łazienki, bo tylko tam było cicho. Zaczęłam mu tłumaczyć, że z tamtym chłopakiem mnie nic nie łączy. Niestety mi nie wierzył. Zabolało mnie to, że nie ma do mnie zaufania i się rozpłakałam. Chyba zrobiło mu się odrobinę głupio, że mnie zranił. Chciał mnie przeprosić, przytulić. Na początku się odsuwałam. Potem górę wzięła opinia mojego serca i tak się złożyło, że zaczęliśmy się całować. Wszedł Niall, zaczął zmieniać kolorki, a ja uciekłam bo nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Koniec historii. - powiedziałam i dopaliłam papierosa.
 - Czyli, że ty jesteś z Lou, Niall o tym nie wie, wy się pokłóciliście, a potem się pogodziliście, a teraz ty nie chcesz nic wyjaśnić swojemu bratu. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Co Niall mógłby ci powiedzieć? - zadał mi pytanie.
 - Chodzi mi raczej o to, że Niall jest typowym starszym braciszkiem. Woli żebym miała chłopaka w swoim wieku itp. Nie rozumiem go, a nie chcę się z nim znowu poważnie pokłócić. Przecież to tylko kilka lat! - wyjaśniłam najprościej jak się da.
Liam zrobił dziwną minę, ale się nie odezwał. Wyglądał tak jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie wiedział czy może. Po kilku minutach chyba zauważył, że ta cisza zaczyna mi ciążyć, bo odezwał się do mnie.
 - Może wejdziemy do środka?
 - Jasne...
Było już trochę po północy. Śnieg padał, a ja wciąż unikałam mojego starszego brata. Za każdym razem, gdy go widziałam umykałam w jakieś inne miejsce. Po kolejnej godzinie dopiero odnalazłam Lou. Złapaliśmy się za ręce i poszliśmy jak najdalej od reszty ludzi.W tej chwili rozmawialiśmy już o wszystkim i o niczym. Czy to możliwe, że się zakochałam? Chyba tak. Byłam w Louisie na zabój zakochana. Bezwarunkowo i nieodwołalnie.

-------------------------------------------------------------------------
Wreszcie nasmarowałam ten rozdział. Nie jest jakoś specjalnie udany, ale chyba nie jest też najgorszy ;) Cieszę się, że podobają się wam moje wypociny i, że je czytacie. Teraz tak z innej beczki. Życzę wam szczęśliwych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie udany.

sobota, 8 grudnia 2012

Osiem

Jechaliśmy już dobre pół godziny za długo. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego jeszcze nie dotarliśmy i dlaczego mam wrażenie, że zataczamy koło. Już chyba dziesiąty raz przejeżdżaliśmy obok znaku ograniczenia prędkości.Na 100% coś było nie tak. Zerknęłam jeszcze raz na mapę, którą trzymałam w ręce. Przecież dobrze skręciliśmy. Przynajmniej tak myślę. Nie widzę tutaj żadnej innej bocznej drogi. Harry się zatrzymał.
 - Dlaczego zatrzymałeś samochód? - spytałam.
 - Po pierwsze dobrze wiesz, że kręcimy  się w kółko, po drugie chcemy rozprostować nogi, a po trzecie chyba niektórzy muszą się odlać. - powiedział i spojrzał na mojego brata.
 - Niepotrzebnie piłem trzecią colę. - powiedział Niall i wybiegł z auta w stronę krzaków.
Ja także wyszłam z auta i przeszłam się kawałek. Po drodze rozglądałam się na boki. Miałam nadzieję, że może gdzieś zobaczę jakiś drogowskaz który wcześniej przegapiliśmy lub jakąś "ukrytą" drogę. Odeszłam już spory kawałek od samochodu, ale chyba nikt nie zwrócił uwagi na to, że sobie poszłam. Postanowiłam, że przejdę jeszcze 20 metrów i wrócę z powrotem. Dwa, pięć, dziesięć...
 -Aaaa!!! - krzyknęłam przerażona, gdy metr przede mną przebiegł wielki jeleń. Nagle wyskoczył z zarośli i najzwyczajniej w świecie przebiegł na drugą stronę ulicy. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy z piersi. Momentalnie znaleźli się przy mnie chłopcy.
 - Ooo... Widzieliście tamtą drogę? - spytał nagle Liam.
 - Wydaje mi się, że to w nią powinniśmy skręcić.- powiedział Zayn.
Po chwili znowu znaleźliśmy się w samochodzie. Okazało się, że droga, którą zauważył Li była właściwa i dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut. Właściwie to impreza już nieźle się rozkręciła. Kilka wstawionych panienek zaczęło przymilać się do chłopaków. Szatynkę w przebraniu piratki, która podrywała Lou miałam ochotę wytargać za te jej długie kłaki.Podeszłam do chłopaka i pociągnęłam go za rękę w stronę jednej z sal. Tak, były trzy sale. Jedna "Wielka sala" i dwie mniejsze. My chyba znaleźliśmy się w tej wielkiej.Wszędzie roiło się od przebierańców, a pomiędzy nimi chodzili kelnerzy z tacami i podwali gościom różne trunki. Wzięłam dla siebie i Lou kieliszek szampana. Zaczęliśmy pić i po jakiejś godzinie cała nasza piętka była kompletnie pijana. Tak, piątka bo Liam nie może pić alkoholu. Miałam wrażenie,  że przyjechał z nami po to żeby nas pilnować... Zbliżała się godzina 23:30. Na scenę wszedł jakiś facet. Miał spory brzuch, krzaczaste wąsiska i prawie zero włosów na głowie.
 - Witam wszystkich balowiczów. - powiedział. - Za 30 minut zapraszam wszystkich na dziedziniec. Zostaną tam wypuszczone fajerwerki i razem rozpoczniemy nowy rok! Miłej zabawy. - dokończył i zszedł ze sceny w stronę stolika przy który siedziała chyba jego żona, córka i dwoje synów.
Miałam wrażenie, że jednego z nich gdzieś już widziałam. Był raczej w moim wieku, miał średniej długości  włosy, i bardzo ładne oczy. Jestem pewna, że gdzieś go już widziałam. Chłopak chyba dostrzegł, że mu się przyglądam bo też zerknął w moją stronę. Powiedział coś do brata i zaczął iść do mnie.
 - Cześć Jess. - powiedział nie znajomy.
 - My się znamy? - spytałam.
 - Drake Williams. Przyjaźniliśmy się od czwartej klasy podstawówki do drugiej klasy gimnazjum. Nie mów, że  nie pamiętasz.
 - Chwilka... Już kojarzę! Twoi rodzice się rozwiedli i wyprowadziłeś się z mamą do Ameryki. Twój ojciec znalazł nową żonę i mieszka nadal tutaj. O mój Boże! Drake myślałam, że już cię nigdy nie spotkam. - rzuciłam się chłopakowi na szyję. 
 - Nie spodziewałem się takiego powitania. - przyznał.
Spojrzałam w stronę Louisa. Miał minę jakby ktoś jeździł mu żyletką po całym ciele. Musiał bardzo dziwnie odebrać to co się stało przed chwilą. Przeprosiłam starego przyjaciela i podeszłam do Lou i reszty chłopaków. Chciałam pocałować Lou w policzek żeby się już nie martwił, ale się odsunął. Pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam aż do łazienki. Chciałam żeby wyjaśnił mi swoje absurdalne zachowanie.
 - Więc....
 - Więc idź do tamtego chłoptasia. Mogłaś powiedzieć, że lecisz na dwa fronty to bym się nie angażował.
 - Myślisz, że Drake cokolwiek dla mnie znaczy?! To tylko mój stary przyjaciel!
 - "Przyjaciel", a jednak wyglądało to odrobinkę inaczej. Możesz mi powiedzieć dlaczego ci nie wierzę? - spytał retorycznie.
 - Szczerze mówiąc? Nie mam pojęcia. Myślałam, że mi ufasz i rzeczywiście mnie kochasz. Tak jak mówiłeś. Jaka ja byłam głupia... - powiedziałam i zaniosłam się płaczem.
Louisowi od razu zmieniła się mina. Wyglądał tak jakby się czegoś wstydził. Podszedł do mnie i chciał mnie przytulić. Tym  razem to ja go odepchnęłam. Skoro mi nie ufa to jaki to ma sens?

piątek, 30 listopada 2012

Liebster Award

Bardzo dziękuję za nominację ;) Niestety wcześniej nie mogłam odpowiedzieć na pytania i robię to dopiero teraz..

1. Jak się nazywasz?
 Roksana
 2. Skąd pochodzisz?
 Z Polski
3. Ile masz lat?
 Prawie 14, ale jeszcze jest to 13
4. Czy lubisz One Direction?
 Kocham, ubóstwiam, uwielbiam...
5. Najbardziej zwariowana rzeczą jaką zrobiłaś?
Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia... Znalazło by się kilka rzeczy, ale jakoś nie mam do tego głowy.
6. Największe marzenie?
Oj mam dużo wielkich marzeń, ale od ponad roku moim największym marzeniem jest poznać One Direction.
7. Ulubiony sport?
Hmmm.... Nie jestem typem sportowca i robię co mogę żeby unikać zajęć wf-u. Ale uwielbiam jeździć konno, a to jest sport.
8. Lubisz mój blog ( jeśli czytasz)
Jest świetny. Niestety ostatnio nie mogę za często komentować żadnych blogów... ;(
9. Kim chcesz w przyszłości?
Chciałabym zostać aktorką, bo naprawdę kocham grać, ale niestety moje szanse w przebici się są zerowe :(
10 Osoba której po prostu nie cierpisz?
Cieszę się, że już nie chodzę z nią do klasy. Miała na imię Magda i była na serio okropna.
11 Ulubiony film/ książka i dla czego?
Moje ulubione filmu pokrywają się z ulubionymi książkami, a do tego wszystkiego jest tego sporo. Ale gdybym miała wybrać ulubioną trójkę byłoby to:
1) Harry Potter (cała seria książek i filmy) To jest chyba klasyka. Nie ma osoby, która nie słyszałaby o Harrym Potterze. Nie mam pojęcia czemu spodobało mi się to, ale jest genialne.
2) Saga Zmierzch ( wszystkie książki i filmy) Książki podobają mi się dlatego, że wszystko jest w nich na serio świetnie opisane. Zawiera to odrobinę tajemnicy i romans. Wszystko co kocham.
3) Ostatnia Piosenka ( płakałam, gdy czytałam książkę i gdy oglądałam film. Uwielbiam to bo jest na maxa wzruszające.)

Nominowani:
1)  http://take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com/
2)  http://skip-the-sky.blogspot.com/
3)  http://i-wanna-be-drunk-with1d.blogspot.com/
4)  http://young-pretty-crazy.blogspot.com/
5)  http://sweet-sounds-of-his-voice.blogspot.com/
6)  http://look-i-love-you.blogspot.com/
7)  http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/
8)  http://xeverlastinglovex.blogspot.com/search?updated-min=2012-01-01T00:00:00Z&updated-max=2013-01-01T00:00:00Z&max-results=9
9)  http://truelove-onedirection.blogspot.com/
10) http://jednospojrzenieonedirection.blogspot.com/
11) http://niebieskookaonedirection.blogspot.com/

Pytania:
1) Jak długo jesteś fanką One Direction?
2) Twój ulubiony członek One Direction to...?
3) Twoim największym marzeniem jest...?
4) Czy masz rodzeństwo?
5) Ile masz lat?
6) Jak ma na imię twoja najlepsza przyjaciółka?
7) Jak ma na imię twój największy wróg?
8) Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
9) Jak wygląda twój ideał chłopaka?
10) Twoja ulubiona książka to...?
11) Jak byś siebie opisała?

czwartek, 29 listopada 2012

Siedem

" Jessica "
 - Ty sobie żartujesz? - spytałam lekko nie dowierzając.
 - Nie, nie żartuje. Wybierz sobie strój, a ja pójdę po chłopaków. Chętnie zobaczą kilka modelek. - powiedział i już go nie było. Przyjrzałam się dziewczynom  i strojom, które miały na sobie. Kobieta kot, Lady Gaga, panna młoda, królewna i... wielka marchewka?
 - Lubicie swoją pracę? - spytałam.
 - To zależy... Czasem jest na serio fajnie, ale czasami musimy zakładać rzeczy, których nikt chyba nie strawi. - odpowiedziała wysoka brunetka.
 - Dzisiaj zostałam z samymi facetami i idziemy na bal kostiumowy. Według was, który powinnam wziąć strój? - spytałam.
 - Weź kobietę kota. Wszystkie się zgadzamy, że jest najlepsza. - odpowiedziała dziewczyna marchewka.
 - Tak, dokładnie. Weź tą. - powtarzała każda po kolei.
Właśnie zszedł Louis, ale bez chłopaków. Zastanawiałam się dlaczego.
 - Wybrałam. - powiedziałam do chłopaka. - Dzisiejszego wieczoru będę drapieżną kicią.Możesz odesłać dziewczyny. - powiedziałam i pobiegłam schodami na górę. Niall miał otwarte drzwi do pokoju, więc postanowiłam kątem oka zajrzeć co robi. To co zobaczyłam kompletnie mnie zdziwiło. Niall, Zayn, Harry i Liam oglądali wideo z koncertu, który dałam z moim zespołem. Myślałam, że oni na to nie trafią! Szybko pobiegłam do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Przecież nikt poza tymi paroma osobami, które były na koncercie dobroczynnym nie miało zobaczyć mojego występu. Teraz przez jakiegoś debila jestem w internecie i może zobaczyć mnie cały świat. Chyba zapadłabym się pod ziemię gdyby ktoś mnie rozpoznał! Pospiesznie odpaliłam mojego laptopa i weszłam na YouTube. Bardzo szybko znalazłam szukany przeze mnie filmik. Miał on już 500 000 wyświetleń! Teraz jestem pewna, że stanę się pośmiewiskiem całej mojej szkoły. Ba, stanę się pośmiewiskiem całego miasta. Zabrałam się za czytanie komentarzy. "Wow! Co to za dziewczyna? Ma wielki talent! ", " Ten zespół powinien zacząć grać zawodowo! Już są moimi idolami! ", " Fajny wokal, fajne brzmienie i chyba piosenki są własnoręcznie pisane! Mogę powiedzieć tylko tyle, że zespół ma talent. ". Byłam szczerze zdziwiona. Jak to możliwe, że komuś się to podoba? No trudno... minie kilka tygodni i wszyscy o tym zapomną.Teraz może krótka historia zespołu, który założył mój przyjaciel i jego koledzy. Mike i jego kumple, Tonny, Tyler i Conor chcieli założyć zespół. Niestety nie mieli wokalistki, a żaden z nich śpiewać nie umie. Raz na lekcji muzyki usłyszeli jak śpiewam i spytali czy miałabym ochotę dołączyć do ich zespołu. Gdy się po raz pierwszy nie zgodziłam, nie dawali mi spokoju. Przez tydzień łazili za mną wszędzie i błagali. Nie miałam zbyt dużego wyboru. Zgodziłam się. Muszę przyznać, że teraz kocham to co robię, ale nie śpiewam przy rodzinie. Mają już jedną uzdolnioną gwiazdę. Po co im druga? I tak Niall zawsze będzie ode mnie lepszy. Położyłam się na moim łóżku i bardzo szybko zasnęłam. Mój sen przypominał sen dziesięciolatki. Razem z zespołem byłam na scenie i śpiewałam. W hali koncertowej było kilka tysięcy osób! Mieliśmy wielu oddanych fanów, a wśród nich zobaczyłam Alex. Osobę, której od tak dawna mi brakowało! Zbiegłam ze sceny i ruszyłam w jej stronę. Ona zaczęła biec do wyjścia, a ja za nią. Gdy przekroczyłam ogromne drzwi moje oczy ujrzały plac zabaw na którym jako dzieci spędzałyśmy wolny czas. Alex, którą pamiętam stała po drugiej stronie wielkiego placu, a na huśtawkach siedziały dwie dziewczynki. Jedna miała długie brązowe włosy i duże niebieskie oczy, a druga średniej długości rude włosy i zielone oczy. Od razu je rozpoznałam. Szatynka to mała ja, a ruda to Alex. Nagle wszystko zaczęło znikać i znalazłam się w pokoju w którym zmarła moja przyjaciółka. Teraz jedna z nich siedziała na podłodze, a druga stała w drzwiach. Ta pierwsza wstrzykiwała sobie coś w żyły. Chciałam ją powstrzymać. Próbowałam złapać strzykawkę i wyrwać ją z dłoni przyjaciółki. Niestety nic to nie dawało. Moja ręką przechodziła przez nią na wylot. Zaczęłam krzyczeć. "Alex nie rób tego! Nie chcę cię stracić! Przestań!". Wtedy odezwała się ta druga. Ta, która widziała i słyszała mnie. " Ona cię nie słyszy. Robi to, co uważa za słuszne. Szkoda, że nie wie, że za niecałe dwie minuty będzie z nią koniec.". Dlaczego Alex mówiła o sobie w trzeciej osobie? Nie rozumiałam tego. Po chwili odezwała się znowu. " Wiem, że chciałaś mnie uratować i wiem, że ci mnie brakuje. Ale proszę cię nie rozpamiętuj tego co było, bo stracisz wszystko! Stracisz Louis'a, Niall'a, mamę, tatę i wszystkich na których ci zależy. Żyj teraźniejszością. Nie przeszłością. Nie przyszłością. Uratuje cię tylko teraźniejszość." Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale zauważyłam, że się od niej oddalam. Obudziłam się zalana łzami. Spojrzałam na zegarek. Była 18:43. Za godzinę muszę być gotowa. Szybko zerwałam się z łóżka, wzięłam czystą bieliznę i moje przebranie. Wyszłam z mojego pokoju i udałam się w stronę łazienki.Przed drzwiami stali Zayn i Louis. Czyli w tej musi być Harry lub Niall, bo pod drugą stał Liam. Poszłam z powrotem  do mojego pokoju. Poczekam sobie aż któryś wreszcie wyjdzie. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia, bo  i tak już mnie słyszeli.Wzięłam do ręki gitarę, zeszyt z piosenkami i zeszyt do nut. Zaczęłam coś komponować. Nim się obejrzałam miałam gotową 1/4 piosenki. W tym samym momencie do drzwi zapukał Liam i powiedział, że mogę już skorzystać z łazienki. Odłożyłam wszystko na miejsce i udałam się do świątyni ciszy i spokoju.Wzięłam prysznic i umyłam dokładnie włosy. Postanowiłam, że dzisiaj je zakręcę. Zrobiłam odpowiedni makijaż i wbiłam się w swoje nowe wdzianko. Swoją drogą byłam bardzo ciekawa za co przebiorą się chłopcy. Wyszłam z łazienki. Wszyscy byli już gotowi i czekali na mnie w salonie. Dołączyłam do nich zaraz po tym jak wzięłam torebkę z telefonem, papierosami i zapalniczką. Na kanapie czekało na mnie pięć osób. Kobieta, marchewka-gigant, pirat,Superman i... Harry Potter? Chyba nie trudno się domyślić kto był marchewką. Może opowiem o tym za kogo przebrała się reszta. Więc Zayn był przebrany za kobietę, Niall za Supermana, Liam za pirata, a Harry za Harry'ego Pottera. Ciekawe pomysły...
 - No to idziemy? - spytałam ich.
 - Tak jasne... Fajny kostium. - powiedział Harry.
Pięć minut później siedzieliśmy w sporym vanie. Harry prowadził, chłopcy siedzieli z tyłu i się wygłupiali, a ja siedziałam na miejscu pasażera obok Harry'ego z mapą i mówiłam mu gdzie ma jechać. Chłopcy na miejsce całej zabawy wybrali bal kostiumowy w wielkim, starym  zamku za miastem. Na imprezie będzie podobno jeszcze około 500 ludzi. Mam przeczucie, że będzie to nie zapomniana impreza.

-----------------------------------------------------------------------------
Cześć!  Wczoraj wróciłam ze szpitala... Nie zbyt przyjemne miejsce, a szpitalne jedzenie? Ohyda!!! Całe szczęście, że już wróciłam. Chciałam dodać ten rozdział trochę wcześniej, ale niestety nie mogłam:( Mam nadzieję, że chociaż trochę się wam podoba. Następny pojawi się pewnie za tydzień.

wtorek, 20 listopada 2012

Sześć

 "Jessica"
 - Ściągaj Harry. - poganiałam chłopaka.
 - Jak to możliwe, że taka dziewczynka umie ograć dwóch chłopaków w tak krótkim czasie? - spytał zdziwiony. - Dobrze, że nie graliśmy na kasę.
 - Lata praktyki. A teraz ściągaj te spodnie, a ty skarpetę Liam. Jak to możliwe, że tylko to ci zostało? - spytałam chłopaka.
 - Graliśmy ponad godzinę. - odpowiedział krótko i ściągnął ostatnią skarpetkę. Teraz Liam jako przegrany siedział cały nagi i zakrywał swój interes, a Harry w został w samych majtkach i się poddał. Ja straciłam podczas tej gry tylko buta. Rozejrzałam się jeszcze po łazience, wstałam i wyszłam z pomieszczenia. Od razu poszłam do swojego pokoju. Był pusty. Postanowiłam wykorzystać to i pograć sobie na gitarze. Usiadłam na łóżku i zaczęłam grać pierwszą melodię, która przyszła mi na myśl. Nawet nie zorientowałam się kiedy dźwięki zaczęły składać się w "Skyscraper ". Zaczęłam śpiewać. Liczyłam na to, że nikt nie usłyszy moich wrzasków. Dosłownie sekundę po tym, jak skończyłam do mojego pokoju wbiegła piątka chłopaków. Każdy pewnie domyśla się kto.
 - Ty umiesz śpiewać? - spytał zdziwiony Zayn.
 - Przesłyszeliście się. Ja wcale nie śpiewałam. - odpowiedziałam pospiesznie.
 - To dlaczego trzymasz w ręku gitarę? - spytał Harry.
 - To nie mogę dokładniej obejrzeć mojego prezentu? - spytałam wymijająco.
 - Grałaś i śpiewałaś. Nie jesteśmy głusi. - dołączył się Liam.
 - Wiem, że umiesz grać Jess. Przecież sam cię uczyłem. - powiedział Niall.
 - Dobra. Jeśli nawet śpiewałam, to co? Wiele dziewczyn podśpiewuje sobie w domu i nie robicie z tego afery.
 - Ale ty masz talent. - powiedział Lou, wyraźnie podekscytowany.
 - Dobra. Ja wychodzę. Jak chcecie to dalej sobie dyskutujcie, ale nie o mnie. - powiedziałam i wyszłam ze swojego pokoju.
Założyłam kurtkę i udałam się do parku. Zimą było tu tak pięknie. Przez dobrą godzinę chodziłam po ścieżkach tego śnieżnego raju.W końcu postanowiłam wrócić do domu. Zawędrowałam dość daleko, więc powrót też zajął mi trochę czasu. Ciągle czułam, że ktoś mnie obserwuje. Oczywiście nie miałam powodów do obaw tak długo jak wokół mnie byli ludzie. Wróciłam bez żadnych komplikacji po drodze. Może mam już paranoje? Może to po prostu strach przed Mattem...?

 (Sylwester 2012)
 " Niall "

Uwielbiam budzić się w moim pokoju. Czuję się tutaj taki wolny. Przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone w tym miejscu. Chciałbym wrócić do dzieciństwa. Wszystko było wtedy takie łatwe, a największym problemem był  zakaz jedzenia słodyczy lub brak pomysłów na zabawy. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Wykonałem podstawowe poranne czynności, założyłem bokserki i zszedłem na dół żeby zrobić sobie śniadanie. Przy wysokim blacie w kuchni siedziało pięć osób. Jessica, Louis, Liam, Harry i Zayn. Chłopaki tak jak ja zeszli na śniadanko w samej bieliźnie, a Jess miała na sobie spodnie od dresu i bokserkę. Wyglądali jak jedna wielka rodzina. Cały czas ich obserwowałem. W tym momencie każdy podniósł swój widelec, odkroił kawałek naleśnika i wsadził go sobie do ust. Parsknąłem śmiechem.
 - Co? - powiedziała cała piątka jednocześnie.
 - Nie, nic... Rodzice jeszcze śpią? - zwróciłem się do siostry.
 - Nie. - odpowiedziała krótko.
 - A wiesz gdzie są?
 - Tak.
 - A możesz mi powiedzieć?
 - Mogę. - odpowiedziała i uśmiechnęła się. Wyglądało na to, że nie dokończy.
 - A powiesz? - spytałem w końcu.
 - Powiem. Są poza miastem u znajomych i wrócą 2 stycznia. Mówili nam, że jutro, gdy będziemy wyjeżdżać, to mamy zakluczyć drzwi i zanieść klucz do pani Sims. - powiedziała, a ja tylko pokiwałem głową i wziąłem się za swoją porcję naleśników. Jestem ciekaw czy ktoś już powiedział Jess, że zmieniliśmy plany na dzisiejszą noc i idziemy na imprezę kostiumową, a nie zwykłą. Podejrzewam, że nie, bo nie martwi się o brak kostiumu. Wszyscy skończyli jeść przede mną i poszli do swoich pokoi. Ja, gdy tylko skończyłem postąpiłem tak samo. Ubrałem się i odpaliłem laptopa. W pierwszej kolejności sprawdziłem swój e-mail. Napisała do mnie moja koleżanka Chanel.
 " Hey, Niall! Jak tam po świętach? Co planujesz na sylwestra? Ja idę z Ianem i jego znajomymi na jakąś mega imprezę. Coś tak czuję, że to będzie niezapomniana impra. Nigdy nie uwierzysz, ale widziałam twoją siostrę na YT! Ona ma cudowny talent. Mógłbyś jej to przekazać? Mam nadzieję, że pojawisz się jeszcze w LA. Brakuje mi twoich wygłupów. Całuję, Chanel. "
We wiadomości od Chanel znajdował się jeszcze link do kanału na, którym został opublikowany występ mojej siostry. Tak, to był występ. Jessica stała na scenie w jakimś lokalu, a za nią zespół składający się z basisty, perkusisty i jeszcze jednego gitarzysty. Śpiewała... I to pięknie śpiewała. Zapisałem sobie jej występ, żeby pokazać go potem chłopakom.

"Jessica"
Leżałam z Lou na moim łóżku. On bawił się moimi włosami. Czułam się taka szczęśliwa i bezpieczna. Było mi po prostu cudownie. Nie mogłam się doczekać dzisiejszej nocy. Chciałam żeby była dla mnie niezapomniana.
 - Mówiłem ci już, że zmieniliśmy plany na dzisiejszy wieczór? - spytał nagle Lou.
 - Nie, nic nie mówiłeś. - powiedziałam zdezorientowana.
 - Jednak idziemy na bal kostiumowy.  - wyjaśnił mi spokojnie.
 - Ale ja nie mam się w co przebrać! - zaprotestowałam.
  - O to bądź spokojna. Za pół godziny wybierzesz sobie przebranie. - powiedział, a ja zaczęłam zastanawiać się o co chodzi.
 Chyba nie urządzi dla mnie pokazu mody?

środa, 7 listopada 2012

Następny rozdział...

Hej :( Dziwnie mi to pisać, ale zupełnie nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział. Część mam już napisaną, ale drugiej części nie mam siły napisać. Chodzi o to, że nie wiem czy trafię na salę operacyjną czy nie. Jeśli tak to rozdział pojawi się pewnie dopiero za jakieś dwa tygodnie, a jeśli nie to postaram się go napisać od razu jak zrobi mi się lepiej. W tym też poście chcę podziękować wam za miłe komentarze:) Cieszę się, że wam się podoba i motywujecie mnie do dalszego pisania. Jeszcze raz wielkie dzięki i przepraszam ;(

środa, 24 października 2012

Pieć

"Jessica"
Rano, a raczej o świcie obudziło mnie pięciu ktosiów. Louis, Niall, Harry, Zayn i Liam skakali po moim łóżku i  krzyczeli "czas na prezenty, czas na prezenty". Spojrzałam w stronę zegarka, który stał na mojej szafce nocnej. Godzina 6:56, a te dzieciaki nie pozwalają mi w ogóle spać.
 - Wstawaj Jess! - krzyczeli na zmianę. - Wstawaj! Prezenty!
 - Chłopaki, bardzo proszę dajcie mi się wyspać. - powiedziałam cicho i oczy mi się przymknęły.
Zapadł cisza. Dość niepokojąca cisza, ale ja nadal spokojnie leżałam. Chwilę później poczułam jak ktoś podnosi mnie z łóżka i wynosi z pokoju. Momentalnie otworzyłam oczy. Oczywiście to był Lou.
 - Louis postaw mnie na ziemię! - zaczęłam się drzeć, a on dalej spokojnie schodził po schodach. - Lou, masz w tej chwili postawić mnie na dół! - kontynuowałam swoje protesty, ale nie działały.
Chłopak postawił mnie dopiero w salonie. Pod choinką leżała masa prezentów,a moi przyjaciele i rodzice czekali tylko, aż zacznę je im wręczać. Tak, to już tradycja, że ja zaczynam rozdawać prezenty. U nas zawsze było tak, że najmłodszy członek rodziny zaczyna. Gdybym urodziła się w styczniu to Harry by zaczynał. Niestety moje urodziny przypadają na czerwiec. Środek roku. Wzięłam pierwszą lepszą paczkę i zorientowałam się dla kogo miał być ten pakunek. Dla mamy. Wręczyłam jej prezent owinięty w złoty papier. Moja rodzicielka uśmiechnęła się do mnie i zaczęła otwierać swój prezent. Postanowiłam kupić jej nową sukienkę na sylwestra. Narzekał przez cały czas, że nie ma się w co ubrać, więc wpadłam tylko na ten pomysł.
 - Córciu, ona jest cudowna. Na pewno założę ją w sylwestra. - powiedziała mama i posłała w moją stronę kolejny ciepły uśmiech.
Następna paczka była dla Greg'a. Kupiłam mu płytę jego ulubionego zespołu. Nawet nie pamiętam już jak on się nazywa. Mój najstarszy brat był bardzo zadowolony z nowego nabytku. Następne paczki poleciały po kolei do Liam'a, Zayn'a i dziewczyny Greg'a. Potem tata, Louis i Harry. Każdy był zadowolony ze swojego prezentu. Ostatni specjalnie zostawiłam dla Niall'a. Wręczyłam bratu średniej wielkości prezent i czekałam aż go rozpakuje. Gdy ujrzał co dla niego przygotowałam w jego oku pojawiła się łza.
 - Zachowałaś je wszystkie i zrobiłaś to specjalnie dla mnie? - spytał lekko nie dowierzając.
 - Oczywiście głuptasie, że dla ciebie. Zbierałam je przez 10 lat. Ostatnie jest zrobione dwa lata temu, gdy żegnaliśmy się kiedy wyjeżdżałeś z kraju. Miałam jeszcze wtedy brązowe włosy. - powiedziałam i przytuliłam go. Chwilę później prezenty zaczął rozdawać Harry. Ja dostałam torebkę od Chanel. Okropnie mi się spodobała, ale dziwnie mi było z tym, że dostaje tak drogie prezenty. Od Niall'a dostałam gitarę, o której marzyłam od trzech lat. Następny prezent był od Liam'a. Szczerze mówiąc to takie prezenty widziałam tylko w filmach o celebrytach. Przecież ja nie wykorzystam tych kosmetyków do końca życia! Kolejny od Zayn'a. Mulat wręczył mi piękną, sylwestrową sukienkę i dodatki do niej. Muszę przyznać, że znał się na modzie i to bardzo dobrze. Ona była idealna. Domyślam się, że będę wyglądać w niej świetnie. Ostatni z chłopców był Lou. On dał mi piękną bransoletkę.
 - Em.. Lou, mam jedno pytanie. Czy to...
 - Diamenty? Tak. Uznałem, że to będzie najodpowiedniejszy prezent, bo ktoś zdążył ukraść mi jeden pomysł. - powiedział i spojrzał na Harry'ego.
Następne prezenty od Greg'a, jego dziewczyny i rodziców spodobały mi się równie mocno. Zaniosłam wszystkie nowe nabytki do swojego pokoju i ułożyłam je w odpowiednich miejscach. Za mną przyszedł też Louis. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na moim łóżku. Nie patrzałam na niego, a i tak widziałam, że mi się przygląda. Gdy tak układałam nowe rzeczy przeszłam obok szafy z lustrem. Spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam okropnie. Posklejane od tuszu rzęsy, kołtuny we włosach, brzydki, blady kolor skóry i podpuchnięte oczy, a na dokładkę stare, zniszczone dresowe spodnie i biała bokserka z małymi dziurkami w talii. Powinnam jeszcze pospać. Podeszłam do łóżka i walnęłam się na nie. Próbowałam zasnąć, ale ktoś położył się obok mnie i zaczął mnie rozpraszać swoją obecnością.
 - Louis, ja chcę się wyspać. - powiedziałam.
 - A ja chcę się wyspać z tobą. - odpowiedział mi i przytulił mnie do siebie. Co mam do stracenia? Wtuliłam się w niego.
 - Muszę przyznać, że tak jest całkiem wygodnie. - powiedziałam półszeptem i chwilę później już spałam.

 (Kilka godzin potem)
Obudziłam się w ramionach Louis'a. On już nie spał. Bawił się moimi włosami i to mnie właśnie obudziło. Nic nie mówiąc wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam zestaw na dzisiejszy dzień. Następnie udałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i założyłam wcześniej przygotowane rzeczy. Ciężko było zmyć stary tusz do rzęs, ale jakoś dałam radę. Chciałam już wziąć się do nakładanie makijażu, ale usłyszałam pukanie do drzwi łazienki i krzyki Zayn'a.
 - Jess! Możesz mnie wpuścić do łazienki? - spytał
 - A po co? - odkrzyknęłam.
 - Muszę siku, a Harry i Liam siedzą w drugiej zamknięci i grają w karty. Mówią, że to ich zemsta za wczorajsze. - powiedział i oczami wyobraźni widziałam jak skacze w holu.
 - Dokończę makijaż i możesz wejść. - odpowiedziałam i zaczęłam nakładać make-up.
Po piętnastu minutach był gotowy i mogłam wyjść z tej świątyni ciszy i spokoju. Pokusiło mnie żeby zobaczyć, czy chłopcy nadal grają w karty w łazience. Złapałam za klamkę i pociągnęłam ją w dół. Zamknięte.
 - Odejdź Zayn! Nie wpuścimy cię po twój żel do włosów! - krzyknął Liam.
 - Tyle, że to nie Zayn, tylko Jessica! - odkrzyknęłam. - W co gracie?
 - W pokera. Chcesz zagrać z nami? - odpowiedział mi Harry.
 - Jasne, ale wiecie, że musicie mnie wpuścić do środka?
 - Oczywiście, że tak. - powiedział loczek i otworzył przede mną drzwi.

niedziela, 14 października 2012

Cztery

"Jessica"
Siedziałam z Harrym w samochodzie. On był taki miły... Ale przesadził dzisiaj z tym sadzaniem sobie mnie na kolanach... Zaczęłam też zastanawiać się nad uczuciami Louisa do mnie i na odwrót. On był cudowny. Zabawny, przystojny i rozumiał mnie jak nikt inny. Ale był jeden problem. Ja nie chciałam się zakochać. Broniłam się przed tym rękami i nogami. Nie chciałam tego uczucia w moim sercu. Już raz się zakochałam i za dobrze na tym nie wyszłam. Chłopak w którym się zakochałam poprzednio potraktował mnie jak dziewczynę do "zaliczenia". Miałam wtedy 17 lat. Poznałam go na domówce u mojej dobrej koleżanki. Dean sprawiał wrażenie romantyka czekającego na tą jedyną. Dałam się złapać w jego sidła. Poszliśmy na jedną randkę, potem drugą, trzecią, czwartą i piątą. Na szóstą poszliśmy do niego do domu. Jego rodziców nie było. Dean przygotował kolację przy świecach, a potem zaprowadził mnie do siebie do pokoju. Przygotował dla mnie piosenkę. Gdy ją śpiewał, grał na gitarze. Wzruszyłam się. Podeszłam do niego i go pocałowałam. Nasze pocałunki stawały się coraz głębsze. Dean zaczął ściągać ze mnie sukienkę, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Chwilę później byliśmy już bez ubrań i oddawaliśmy się sobie. Rano, gdy się obudziłam Dean'a nie było przy mnie. Zeszłam na dół. Siedział w kuchni i coś jadł.
"- Jeszcze nie ubrana?"
" - Myślałam, że poranek też spędzimy razem."
 "- Żartujesz? Ubieraj się i spadaj. Zrywam z tobą. Byłem z tobą tylko dla poprzedniej nocy."
Pamiętam, że wtedy coś we mnie pękło. Czułam się wykorzystana. Wybiegłam z domu Dean'a i dokładnie tego samego dnia poznałam Matt'a.On zniszczył moje życie do końca. Spędziłam z nim siedem miesięcy. Siedem miesięcy, których okropnie żałuję.Właśnie wjeżdżałam na parking. Przy wejściu do galerii stała kobieta. Brązowe loki opadały jej na plecy, a zielone oczy były pełne inteligencji. Jej skóra była mlecznobiała. Szczerze mówiąc, to zazdrościłam jej urody. Wysiedliśmy z samochodu. Harry podszedł do kobiety i uściskał ją.
 - Cześć Kate. Całe szczęście, że się zgodziłaś. Siostra Niall'a nie wiedziała o naszym przybyciu i nie kupiła nam prezentów. - wyjaśnił Harry.
- Wyłączyłam już alarmy, więc możecie się spokojnie obsłużyć. Jeśli będziecie chcieli już iść to przyjdźcie do mojego biura. I nalegam żebyś wzięła potrzebne ci rzeczy w prezencie. Możesz być pewna, że nie poniesiesz żadnych konsekwencji. - powiedziała i wpuściła nas do wielkiej, pustej i ciemnej hali.
Szliśmy tak i szliśmy. W końcu dotarliśmy do sklepu w którym kupię prezent dla Lou. Weszłam z Harrym do środka i zaczęłam szukać odpowiedniego rozmiaru. Za mały, za duży, dużo za duży, za mały, dużo za mały i... wreszcie znalazłam.  Myślę, że Louisowi się spodoba.
 - Lou będzie zadowolony z tego prezentu. On uwielbia paski, ale skąd ty to wiesz? - spytał Hazza.
 - Przeszukiwałam dzisiaj jego walizkę. Miał chyba z dziesięć bluzek w paski. - wyjaśniłam.
 - Wiesz co? Pomyślałem sobie, że chyba kupię mu kilka par bokserek. - powiedział Harry z miną myśliciela.
 - Wiesz, że masz rację. W końcu skończyłoby się na tym, że to ty zostałbyś bez bielizny. - powiedziałam i wyszłam ze sklepu.
Gdy Harry poszedł do sklepu z bielizną poszłam po prezent dla niego. Nie miałam na początku pojęcia co mu kupić. Ostatecznie zdecydowałam się na płytę Coldplay. Gdzieś czytałam, że lubi ten zespół, a czy jest to prawda nie wiem. Przekonam się rano. Gdy skończyłam kupować rzeczy dla reszty, zaczęłam szukać Harry'ego. W sklepie z bielizną już go nie było. Usiadłam przy fontannie i patrzyłam na wodę wylatującą z dużego kamiennego delfina. Doszłam do wniosku, że w nocy wygląda to na prawdę pięknie. Przypomniały mi się wspólne chwilę z moją przyjaciółką spędzone przy tej fontannie. Lubiłyśmy tu przesiadywać, bo poza nami nikt nie zbliżał się na tak bliską odległość do wody. Każdy bał się, że przemoczy sobie nowe ubrania. Ostatni raz byłam tutaj z nią pół roku temu. Tak, teraz już jej nie ma. Przedawkowała i już nic nie dało się zrobić. Jej chłopak zadzwonił do mnie w środku nocy zapłakany. Przyjechałam tam natychmiast i płakałam nad martwym ciałem przyjaciółki razem z Davidem. A wiecie co jest najgorsze? To, że wszystko co złe przydarzyło mi się w jednym tygodniu. Wyznanie nie szczerego uczucia Dean'a, spotkanie Matt'a i śmierć Alex. Z moich oczu znowu pociekły łzy. Nagle ktoś zakrył mi oczy dłońmi. Nie było filozofią odgadnąć kto to. Harry. Wpadłam na pewien pomysł. Podniosłam obie ręce do dłoni Harry'ego, które znajdowały się na moich oczach. Niby czułym gestem złapałam za nie, a potem pociągnęłam tak, żeby chłopak znalazł się w fontannie.
 - Niespodzianka!- powiedziałam.
 - Dzięki, a teraz choć się przytulić do kolegi.- powiedział i cały mokry zaczął mnie gonić.
Uciekałam gdzie się da. Po chwili zastanowienia wbiegłam do jednego ze sklepów. Chowałam się między wieszakami i sprawdzałam czy nigdzie nie ma mojego mokrego towarzysza. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu  w biodrach. Wystraszona krzyknęłam ze strachu na cały głos. Ten "ktoś" odwrócił mnie twarzą do siebie i... pocałował. Był przy tym bardzo zdecydowany. Oderwałam się od niego.
 - Harry, proszę cię nie rób tego więcej. - powiedziałam i odeszłam od niego.
Poszłam w stronę fontanny i wzięłam wszystkie zakupione dzisiejszej nocy rzeczy.Wyszłam z Galerii i udałam się w stronę samochodu. Przeliczyłam się. Harry dogonił mnie szybciej niż myślałam. Sądziłam, że zdążę wsiąść w samochód i odjechać bez niego. Jazda z nim w samochodzie będzie udręką. Oboje bez słowa weszliśmy do auta. Połowę drogi przebyliśmy w milczeniu. Dopiero potem się zaczęło.
 - Mogę wiedzieć dlaczego nie pozwoliłaś kontynuować mi pocałunku? - spytał.
 - Mam być szczera? - upewniłam się, na co on tylko skinął głową. - Przez zaangażowanie się w pocałunek mogłabym się zakochać. Nie chcę tego. Nie chce się zakochać, bo boję się odrzucenia i wykorzystania. Zdarzyło mi się to kiedyś i nie chcę powtarzać sytuacji. - wyjaśniłam.
 - Ja mogę ci obiecać, że cię nie skrzywdzę. Przy mnie będziesz się czuła jak księżniczka. Zrobię dla ciebie wszystko. - powiedział.
 - Harry, przykro mi, ale nie chcę na razie wchodzić w żaden związek. Do tego znamy się nie cały dzień! - powiedziałam lekko zdenerwowana.
 - Mogę czekać. Dla ciebie.  powiedział i uśmiechnął się smutno.
Gdy dojechaliśmy do domu usiadłam w kuchni żeby zapakować prezenty. Harry już od pół godziny spał u siebie. Zachciało mi się jeść, więc otworzyłam lodówkę. Obejrzałam zawartość i w końcu zdecydowałam się na zwykłą kanapkę. Wyjęłam potrzebne rzeczy i zaczęłam przygotowywać posiłek. Gdy kończyłam przygotowywać czwartą kanapkę usłyszałam czyjeś kroki na schodach. Jestem pewna, że to Niall. Zawsze gdy się zbliża do najpierw go słychać, a potem widać. Miałam rację. Po jakiś trzydziestu sekundach w drzwiach pojawił się mój zaspany brat. Postanowiłam przygotować jeszcze dwie kanapki, bo pewnie on też jest głodny. Hmmm.. jak zawsze zresztą. Pod tym względem jestem taka sama jak on. Też jestem wiecznie głodna.
 - Co ty robisz o tej godzinie w kuchni? - spytał zaspanym głosem Niall.
 - Kanapki. - odpowiedziałam krótko. - Chcesz? - spytałam i poklepałam krzesło obok siebie.
 - Jasne. Możemy pogadać? - powiedział zajadając kanapkę.
 - O czym?
 - Mam kilka pytań i nie wiem, czy nie wkurzysz się na mnie znowu. - wyjaśnił.
 - Wal śmiało. - zachęciłam go. - Przecież już bardziej nie mogę się gniewać.
 - Pytanie numer jeden: co się stało z twoimi brązowymi włosami? Pytanie numer dwa: dlaczego się tak na mnie gniewasz? I pytanie numer trzy czy przyjmiesz przeprosiny od brata?
 - Odpowiedź na pytanie numer jeden : przefarbowałam się na blond, bo wtedy bardziej przypominam ciebie. Odpowiedź na pytanie numer dwa : gniewam się na ciebie, bo zacząłeś mnie ignorować, gdy stałeś się sławny. To cię zmieniło. I odpowiedź na pytanie numer trzy: muszę ci wybaczyć, bo w końcu będę z tobą mieszkać. - odpowiedziałam i przytuliłam go.
Następną godzinę spędziliśmy na rozmowie i pakowaniu reszty prezentów. Potem poszłam do swojego pokoju i wreszcie zasnęłam. Miałam wrażenie, że ten dzień trwał wieczność.

niedziela, 7 października 2012

Trzy

"Niall"
Rodzice mieli ciekawy pomysł, ale ja od początku wiedziałem, że Jess nie będzie zadowolona. Gdy jej to oznajmili, ona po prostu wybiegła z domu. Chwilę po niej z budynku wyszedł Louis. Powiedział, że z nią pogada. W sumie to on dogadywał się z nią lepiej niż ktokolwiek inny. Ona się przed nim otworzyła. Żałowałem, że nie jestem już tak blisko z moją siostrzyczką. Wstałem od stołu i poszedłem do kuchni. Chciałem podejść do lodówki, wyjąć mleko, usiąść z nim na blacie i patrzeć w okno. Gdy byłem dzieckiem zawsze tak robiłem, gdy kłóciłem się z Jess. Właśnie patrzałem w okno. Widziałem jakąś parę siedzącą na kamieniu i całującą się. Szczęścia im życzę. Ale... chwila to Lou i... Jessica?! Wyplułem mleko prosto na ścianę. Jak Louis może całować moją młodszą siostrę? A ona? Czemu nie protestuje? No ludzie WTF? Zerwałem się z miejsca, ale nie poszedłem do nich. Postanowiłem, że poczekam u mnie w pokoju. Na początku z nim pogadam, a jeśli nie poskutkuje to... Nie wiem co zrobię. Przecież nie pobiję przyjaciela!

"Jessica"
Znowu to samo, tylko, że teraz czułam się jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej bezpieczna. Takie cudowne uczucie. Ja chyba zwariowałam. Powinnaś się od niego oderwać i zapomnieć o tej sytuacji. Tak mówił mi rozsądek, ale nie chciałam go słuchać. Było mi tak ciepło, a w brzuchu czułam motylki. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Po pewnym czasie oderwaliśmy się od siebie.      
 - Dzięki. - bąknęłam tylko.
 - Do usług. - powiedział wesoło.- To jedziesz z nami?
 - A czy mam jakikolwiek wybór? To reszta zadecydowała za mnie. - powiedziałam i zatrzęsłam się z zimna.
 - Wiesz, że będziesz musiała porozmawiać z Niallem? Na serio mu na tobie zależy.
 - Wiem i zrobię to. - powiedziałam i uśmiechnęłam się ślicznie.
 - Mogę wiedzieć kiedy? - spytał  Lou.
 - Jutro, a może jeszcze dzisiaj. Chociaż mam pewność, że wszystko pójdzie jak po maśle to jestem przerażona.  - wyjaśniłam.
 - Aaaa..... To może pójdziemy już do domu i oznajmisz wszystkim wesołą nowinę! - powiedział entuzjastycznie.
Tak właśnie zrobiliśmy. Weszliśmy do domu i powiedziałam wszystkim jak cudownie Lou na mnie wpłynął. Oczywiście ominęłam fakt, że się całowaliśmy. Cała piątka siedzących tam osób się ucieszyła. Brakowało mi w tym gronie jednej. Gdzie jest do cholery Niall? Nie chciało mi się go teraz szukać, więc po prostu usiadłam znowu przy stole i cieszyłam się wigilią. Po skończonej wieczerzy wszyscy udali się do swoich pokoi, a ja pomogłam mamie zanieść wszystko co zostało do kuchni. Następnie zaczęłam myć naczynia, a moja rodzicielka wkładała do lodówki wszystkie potrawy. Widziałam, że chce się mnie o coś zapytać, ale nie wie jak. To pytanie zaczęło ją chyba rozsadzać, więc ja zaczęłam rozmowę.
 - Jeśli chcesz się o coś spytać, to się nie krępuj. W końcu jesteśmy rodziną. - powiedziałam.
 - Tak, wiem skarbie, ale mam takie przeczucie, że zdenerwujesz się jak zadam to pytanie. - powiedziała i uśmiechnęła się.
 - Obiecuję, że nie wybuchnę. - przyrzekłam.
 - Czy podoba ci się Louis? - zaniemówiłam i zacisnęłam dłoń na ostrzu noża, który właśnie trzymałam.
 - Ał...! Ale boli. - powiedziałam i wyjęłam dłoń z wody, która była już czerwona. Musiałam krzyknąć na tyle głośnie, że wszyscy zbiegli na dół zobaczyć co się dzieje. Louis i Niall od razu do mnie podbiegli z wodą utlenioną i bandażem.
 - Bardzo boli, córciu? - spytała mama, która stała za chłopcami, bo ona mdleje na widok krwi.
 - Odrobinę. Ale cóż... Chyba mój brat i Lou skończyli medycynę. Zobaczcie jak się wczuli, a ta powaga na ich twarzy? - zażartowałam.
 - Skoro ma siłę, żeby z nas żartować to znaczy, że to nic poważnego. - stwierdził Niall, a Louis pokiwał głową i spojrzał na mnie z czułością.
Krew cały czas ciekła z mojej dłoni. Właśnie stanął za mną Harry. On chyba też nie znosi za dobrze widoku krwi, bo właśnie... zemdlał. No trudno się mówi. Jak chłopaki skończą opatrywać moją rękę, to go ocucę. Zaczęłam liczyć minuty. Dwie, pięć, dziewięć, piętnaście...
 - Gotowe. - powiedział Niall i poszedł do swojego pokoju. Zerwałam się z miejsca i chciałam za nim pobiec. Ruszyłam w stronę schodów i potknęłam się o coś. Stop! Muszę sprostować potknęłam się o kogoś.Zapomniałam o Harrym. Podeszłam do szafki, która znajdowała się pod zlewem i wyjęłam z niej wiadro. Następnie nalałam do niego wody, podeszłam do Harry'ego i wylałam na niego zawartość wiadra. Zerwał się z miejsca jak oparzony. Jego mina była bezcenna, a pierwsza wypowiedź po tej pobudce jeszcze bardziej.
 - Jessica Ashley Horan, szykuj się na zemstę Styles'a. Popsułaś mi fryzurę! Co ty zrobiłaś z moimi włosami?- spytał zrozpaczony.
 - Ja tylko wylałam na ciebie wodę. Nic wielkiego się nie stało, a nawet mogę pomóc ci naprawić twoje loczki. - powiedziałam słodko, a wszyscy wybuchli śmiechem
 - Więc... proszę za mną. - powiedział Harry i zaprowadził mnie do pokoju, który teraz zajmował z Zaynem. 
Loczek usiadł na krześle, ale wcześniej przygotował rzeczy godne profesjonalnego salonu fryzjerskiego. Zaczęłam naprawiać szkody wyrządzone wodą. Byłam ciekawa po co mam mu układać te włosy skoro resztę wieczoru też pewnie spędzi w domu. Ciekawa jestem co dostanę jutro w prezencie od rodziców. Przerwałam wszystkie czynności związane z włosami Harry'ego, bo uświadomiłam sobie, że nie mam dla niego i reszty zespołu prezentu.
 - Coś się stało? - spytał loczek.
 - Tak, właśnie uświadomiłam sobie, że nie mam dla ciebie, Louis'a, Liam'a i Zayn'a prezentu. - przyznałam się.
 - A dla Niall'a masz? - upewnił się.
 - Tak mam dla niego prezent co roku. Zawszę liczę na to, że przyjedzie na święta, więc jestem zaopatrzona.
 - Więc, nie ma problemu. Ale skoro zależy ci na podarowaniu nam prezentów to mam dla ciebie propozycję. - powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. - Co byś powiedziałam na mały, nocny wypad do centrum handlowego?
 - Wszystkie sklepy są zamknięte. Nie kupię już nic na ostatnią chwilę. - powiedziałam zawiedziona i kończyłam fryzurę chłopaka.
 - Jessica, czy ty wiesz kim ja jestem? Jestem dobrym kumplem właścicielki pewnej Galerii Handlowej. Jak do niej zadzwonię, to wpuści nas do niej i będziesz mogła kupić nam te prezenty. - wyjaśnił, a ja od razu rozpromieniałam.
 - Dzięki. - powiedziała i uściskałam go.
Poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w to. Gdy skończyłam była godzina 21:38. Całe szczęście, że Lou spał, gdy się przebierałam i wymykałam z pokoju. Poszłam pod sypialnię, którą zajmował Harry i Zayn. Zastanawiałam się, czy zapukać, czy może nie. Zdecydowałam, że po prostu wejdę. Rozejrzałam się po pokoju. Zayn spał już w jednym z łóżek, a Harry siedział przy laptopie. Był tyłem do mnie, więc mogłam go zaskoczyć. Cóż... ciężko cicho przemieszczać się po pokoju w takich butach, ale jakoś dotarłam do mojego celu. Zakryłam chłopakowi oczy dłońmi.
 - Hej, Jess. - powiedział, po czym szybko odwrócił się do mnie na obrotowym krześle i posadził sobie mnie na kolanach. Spojrzałam w jego hipnotyzujące oczy. Były równie piękne, co paczadełka Louis'a.
 - Może powiesz mi czy dobrze wyglądam? - powiedziałam i oderwałam się od niego.
 - Będzie ciemno. - zgromiłam go wzrokiem. - A tak na serio, to wyglądasz cudownie, ale nie rozumiem po co się tak odstawiłaś, skoro będziemy tam sami.- powiedział.
 - Lubię dobrze wyglądać. - sprostowałam.
Po tych słowach pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi. Pięć minut później byliśmy już w moim samochodzie.

niedziela, 30 września 2012

Dwa

"Jessica"
Obudziło mnie głośnie pukanie do drzwi i krzyki Louisa.
 - Wpuść mnie! Chciałbym się ubrać do kolacji wigilijnej, a w ręczniku to nie wypada przyjść. - ciągnął po drugiej stronie drzwi. Zwlekłam się z łóżka i poszłam otworzyć. Moim oczom ukazał się muskularny tors mojego współlokatora. Stał przede mną w samym ręczniku. Właściwie to teraz byliśmy kwita. On też widział mnie pół nagą. No bo ręcznik to raczej nie zalicza się do ubrania. Przepuściłam go i sama podeszłam do wielkiej szafy skrywającej wszystkie moje ubrania. Wybrałam sobie zestaw na kolację i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w przygotowane wcześniej rzeczy. Mogłam powiedzieć, że wyglądałam idealnie. Przed łazienką stały jeszcze dwie osoby. O ile się nie mylę do Liam i lokowaty.
 - Jest jeszcze jedna łazienka. Dlaczego obaj stoicie przed tą? - spytałam ich.
 - Bo Zayn okupuje drugą. - odpowiedział Liam i tym samym przeoczył okazję, aby wejść jako pierwszy do łazienki.Zaśmiałam się pod nosem, gdy zobaczyłam załamaną minę Liama. Przeszłam przez korytarz i zeszłam po schodach do jadalni. Na stole był biały obrus, w kącie stała duża choinka przyozdobiona bombkami, łańcuchami i lampkami w różnych kolorach. Było tam po prostu ślicznie. Na łóżku siedzieli moi rodzice i o czymś rozmawiali. Chciałam już wyjść, ale usłyszałam moją mamę.
 - Jak my jej to powiemy? Przecież ona jest całkowicie nastawiona przeciwko niemu. Pewnie nas za to znienawidzi. - powiedziała moja rodzicielka.
 - Przestań. Może dobrze jej to zrobi. Na pewno się pogodzą i wreszcie będziemy jak normalna, zgodna rodzina. Mogę się założyć, że nasza córka zmądrzeje i wreszcie przestanie się buntować.
 - Przestań tak mówić, Bobby. Wiesz, że Jessie to dobre dziecko. Po prostu brakowało jej brata. - miło, że mama mnie broni, ale nadal nie rozumiem o co chodzi. Postanowiłam, że pójdę do siebie do pokoju i tam nad tym pomyśle. Otworzyłam drzwi i zastałam Louisa bez majtek.
 - O mój Boże! - krzyknęłam i odwróciłam się do niego plecami. - Możesz mi powiedzieć dlaczego przez pół godziny założyłeś tylko koszulę? - spytałam.
 - Bo nie mogę znaleźć majtek! Widziałaś je może?
 - W walizce ich nie ma? - upewniłam się
 - Pięć razy szukałem, a jestem pewien, że je zabrałem. - powiedział Lou.
 - Weź się czymś zakryj i ja ich poszukam. - powiedziałam i po chwili odwróciłam się do Louisa.
Podeszłam do jego walizki i zaczęłam w niej szperać. Z dziesięć bluzek w paski, album ze zdjęciami, nie wiem ile par spodni, skarpetki w...renifery, ale ani śladu majtek. Dla pewności otworzyłam drugą kieszeń. Wsadziłam do niej rękę i wyjęłam.... marchewkę? Czy to był jakiś żart? Marchewka, a nawet kilkadziesiąt marchewek?
 - Przykro mi, ale bielizny brak. - oznajmiłam.
 - Zawołaj Niall'a. Mamy podobne rozmiary, a jestem pewien, że on mi pożyczy jedną parę.
 - Nie zawołam go. Nie życzę sobie żeby ten człowiek przebywał w moim pokoju. - powiedziałam stanowczo i obdarzyłam Louisa nie miłym spojrzeniem.
 - "Ten człowiek" to twój brat. Zależy mu na tobie i cierpi, gdy mówisz, że go nienawidzisz.  Wiesz jak on bardzo się cieszył na spotkanie z tobą? Przez cały poprzedni tydzień gadał tylko o tym. Myślał, że ucieszysz się gdy go zobaczysz. - Lou walnął nie złą przemowę.
 - Wiesz co? Mi też na nim zależy, ale nie wiesz jak to jest, gdy ważna dla ciebie osoba zaczyna się od ciebie oddalać. Zaczyna cię ignorować, a chwilę potem nie wiesz już czy człowiek, którego widzisz to wciąż ten sam osobnik. Nie masz pojęcia jak cholernie bolało mnie rozstanie z moim bratem. On zawsze był dla mnie wzorem. ZAWSZE chciałam być taka jak on. Teraz wszystko się zmieniło... Ja się zmieniłam i on się zmienił. Koniec tematu. Już nigdy nie będzie tak samo. - z mojego oka poleciała łza. Usiadłam obok Louisa, a on objął mnie ramieniem. Teraz czułam się taka mała i bezpieczna. Stop! Jessica, opanuj się. Ty się nie możesz zakochać.
 - Wiesz... może gdybyś miał na sobie spodnie wyglądałoby to normalniej. - powiedział ktoś, kto stał teraz w drzwiach. Harry... Od razu odskoczyłam od Louisa. Zaśmiałam się. Musiało to rzeczywiście wyglądać co najmniej dziwnie.- Tak poza tym, to zgadzam się z Lou. Powinnaś przyjąć jego przeprosiny, albo nawet sama go przeprosić za to, że powiedziałaś, że go nienawidzisz. Cholernie mu na tobie zależy. W końcu jesteś jego "małą siostrzyczką". -  dokończył lokowaty.
 - Dzieci, zejdźcie na kolacje! - krzyknęła mama z dołu. W tym samym momencie Harry rzucił w stronę Louisa kawałek zwiniętego materiału. Okazało się, że to bokserki. Paskowaty już nawet nie zwrócił uwagi na to czy ktoś jest z nim w pokoju. Odwinął ręcznik, którym się zakrył i założył białe bokserki. Potem szybko wciągnął spodnie i zeszliśmy na dół. Stół był zastawiony różnymi potrawami. W tym roku było ich trochę więcej, bo mieliśmy jeszcze gości. Usiedliśmy wszyscy razem przy stole. Dziwiłam się, że Zayn spędza z nami święta. W końcu on ich nie obchodzi. Jest innej religii. Nie żebym była uprzedzona. Wręcz przeciwnie,  to mnie do niego przyciągało. Chciałam poznać go bliżej, bo był taki spokojny i skryty. Czułam, że naprawdę jest kimś innym, a ja głupia chciałam przekonać się kim. Szkoda, że nie zgodziłam się go wtedy pocałować... Stop! Przecież nie mogę się zakochać. Znowu ta sama sytuacja co z paskowatym. Czemu oni są tacy pociągający? Koniec myślenia o tych chłopakach. Teraz mój mózg przeskoczył na rozmyślania o rozmowie rodziców.  Gdzie oni chcieli mnie wysłać i co ma do tego Niall? Czemu tata już nie mówi o mnie "moja córcia"? Przecież nie mogłam zmienić się tak bardzo, a jeśli nawet to jego uczucia do mnie nie powinny się zmienić. Dobrze wie, że pomimo mojej zmiany nadal kocham jego i mamę tak samo. Nie wiedziałam dlaczego zaczęłam myśleć o tym właśnie teraz. Czy to mój brat tak na mnie działał? Cóż... teraz, gdy Niall jest w domu czuję się tak jakby ktoś zwrócił mi część mojego serducha i umocował znowu na swoim miejscu.Dziwne, ale prawdziwie.
 - Jessica, mamy  dla ciebie ważną wiadomość. - zaczął tata. - Wiemy, że możesz być nie zadowolona, ale sądzimy, że tak będzie dla wszystkich najlepiej.
 - Możesz przejść do rzeczy? Chce wiedzieć czy mam zacząć już krzyczeć, czy może się powstrzymać. - powiedziałam.
 - Wyprowadzasz się do brata. - powiedziała mama, a ja zaniemówiłam. - Zamieszkasz z Niallem. I wolę cię teraz uprzedzić niż żebyś miała dowiedzieć się za tydzień gdy już będziesz wyjeżdżać. - dokończyła.
 Nie mogłam wydobyć z siebie najcichszego dźwięku, więc po prostu wstałam z miejsca i odeszłam od stołu. Zanim wyszłam z domu zdążyłam chwycić tylko paczkę papierosów i zapalniczkę. Całe szczęście nikt tego nie widział. Tym razem nie szłam aż do parku. Przeszłam się po prostu na drugą stronę ulicy i usiadłam na kamieniu pod wielkim dębem. Odpaliłam papierosa. Delikatnie się uspokoiłam, ale nadal nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Oni mnie wyganiają z domu? Nie wiem jak reszta to odbiera, ale ja właśnie w ten sposób.Czemu wszyscy chcą żebym za wszelką cenę pogodziła się z Niallem? To jest nie normalne.Z moich oczu znowu pociekły łzy. Teraz był tam po prostu wodospad. Ostatnio tak ryczałam, gdy Niall miał wyjechać, a teraz płaczę bo mam z nim zamieszkać. Rzeczywiście nie normalne. Nagle ktoś objął mnie ramieniem. Z początku zastanawiałam się czy strącić tą łapę, ale poznałam zapach. Louis. Ostatecznie wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać jeszcze głośniej.
 - Ciii... Spokojnie. Przecież to, że zamieszkasz z piątką chłopaków nie jest chyba takie straszne. Nawet nie nakrzyczę na ciebie, dlatego, że palisz. Pamiętaj, że gdyby coś się działo zawsze możesz na mnie liczyć.
 - Wiem Louis, ale ja boję się tego, że teraz będę musiała spędzać z Niallem całe dnie i prędzej, czy później będę musiała z nim porozmawiać o tym co się ze mną dzieje. Nie chcę żeby mój brat dowiedział się o tym, że palę. Nie chcę też wyjść na słabą i wyjawić mu tego jak bardzo mi go brakowało. - powiedziałam cicho i spojrzałam prosto w oczy Louisa. Były takie cudowne. Chyba się w nich utopiłam. Nasze twarze dzieliły już milimetry i.... złączyliśmy się w pocałunku.